Waszyngton, Nowy Jork, Toronto i Chicago znalazły się na trasie ostatniego tournée zespołu „Mazowsze”, który w wielkim stylu, po 16 latach nieobecności, powrócił na kontynent amerykański. Ponad 10 tysięcy widzów i niekończące się owacje po koncertach – takiej energii, feerii barw i młodzieńczego entuzjazmu Ameryka i Kanada dawno nie widziały!

– „Mazowsza” w takim kształcie w Ameryce jeszcze nie było – wyjaśniał tuż przed wylotem na tournée Jacek Boniecki, dyrektor zespołu „Mazowsze”. – Więc cieszymy się, że mamy wyjątkową okazję pokazać się właśnie w tym momencie, w którym  czujemy, że jest to zespół o wielkiej wartości artystycznej, by reprezentować Polskę, wspaniały kraj, z którego jesteśmy dumni. Mam nadzieję, że będzie to historyczna chwila dla zespołu.

A historia wyjazdów „Mazowsza” do USA i Kanady jest imponująca: Trzynaście tras koncertowych, 695 koncertów w Ameryce, 66 koncertów w Kanadzie, blisko trzy miliony widzów, ponad dwieście odwiedzonych miast! „Mazowsze” pierwszy raz za wielką wodę płynęło statkiem MS „Batory” w 1961 roku, kolejne wyjazdy odbyły się już drogą powietrzną. Za każdym razem zespół witany był owacyjnie, nie tylko przez Polonię, ale także przez Amerykanów i Kanadyjczyków.

Tym razem było podobnie, choć okazja by zaprosić „Mazowsze” do Stanów Zjednoczonych była absolutnie wyjątkowa. W tym roku USA świętują 250 rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości, która zapoczątkowała amerykańską państwowość. USA świętują tę rocznicę hucznie, a żaby podnieść rangę tych obchodów, zaprosiło sześć krajów, które miały istotny wpływ na kształtowanie się Stanów Zjednoczonych. Pośród nich znalazła się Polska, a z Polski do wspólnego świętowania zaproszono tylko jedną instytucję kultury – „Mazowsze”. Co ciekawe wyjazd zespołu w całości sfinansował Samorząd Województwa Mazowieckiego przy wielkiej przychylności i zrozumieniu istoty misji zespołu przez marszałka województwa Adama Struzika.

Wyjazd za ocean zespołu, liczącego sobie około 160 artystów oraz ponad 30 osób obsługi, to ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Od zamówienia samolotu cargo, który przewozi ponad 10 ton kostiumów zespołu, poprzez zabukowanie lotów dla tak wielkiej ekipy, załatwienie transportu wewnętrznego, aż po hotele. Dość powiedzieć, że pomiędzy miastami w USA i Kanadzie „Mazowsze” przemieszczało się aż pięcioma autokarami, a kostiumy woziły dwa olbrzymie traki!

Ale już od pierwszego koncertu w Waszyngtonie stało się jasne, że cały ten wysiłek, zarówno artystyczny jak i logistyczny, miał olbrzymi sens. Publiczność w stolicy Stanów Zjednoczonych, w większości Amerykanie, z zachwytem oklaskiwali kolejne suity wokalno-taneczne przygotowane przez „Mazowsze” na te wyjątkowe koncerty. A było się czym zachwycać. Zespół, oprócz charakterystycznego dla siebie repertuaru złożonego z tańców regionalnych i narodowych oraz piosenek, zawiózł do USA i Kanady największe perły polskiej literatury muzycznej. Na scenie pojawiły się dzieła Chopina, Moniuszki, Szymanowskiego, Wieniawskiego, Paderewskiego, czy Kilara, w zachwycających wykonaniach i unikalnych choreografiach.  – Chcieliśmy zaprezentować naszą unikalną ludowość z jednej strony, a z drugiej strony mówić bardzo szeroko o muzykach, artystach, którzy odcisnęli piętno nie tylko na sztuce polskiej ale również na światowej – mówi Jacek Boniecki. – A także byli związani ze Stanami Zjednoczonymi. Należy tu wspomnieć Ignacego Jana Paderewskiego, Jana Kiepurę, czy Artura Rubinsteina, o których będziemy mówić w czasie koncertów. Wybrzmią tu nuty wspaniałych artystów, którzy tworzyli naszą polską kulturę. A „Mazowsze” chciało przywieźć publiczności przynajmniej jej część.

Ale nie tylko muzyka wielkich polskich mistrzów była wyjątkowym prezentem dla publiczności w USA i Kanadzie. „Mazowsze”, które od wielu lat promuje młode talenty, między innymi organizując Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. Stanisława Jopka, zabrało w podróż także wyjątkowych polskich artystów: Paulę Maciołek, sopranistkę i Adriana Domareckiego, tenora. Na tournée z „Mazowszem” zaproszony został także młody pianista Antoni Kłeczek, który urodził się i wychował w Stanach Zjednoczonych, w polskiej rodzinie, a dzisiaj kontynuuje naukę na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w klasie prof. Piotra Palecznego. To za sprawą tych artystów do repertuaru weszły takie pozycje jak Aria Jontka z opery Straszny Dwór Stanisława Moniuszki, Walc Caton z opery Casanova Ludomira Różyckiego, czy Menuet Ignacego Jana Paderewskiego oraz fragment Koncertu fortepianowego f-moll Fryderyka Chopina.

– Jednak sercem koncertów była muzyka Tadeusza Sygietyńskiego, założyciela zespołu „Mazowsze” – podkreśla Katarzyna Pasieczna, rzecznik prasowy zespołu. – I niepowtarzalne mazowszańskie układy taneczne, przetykane wyjątkowymi piosenkami, w wykonaniu artystów chóru, baletu i orkiestry zespołu „Mazowsze” pod dyrekcją maestro Jacka Bonieckiego – dodaje.

Publiczność, zarówno ta amerykańska w Waszyngtonie, jak też polonijna w Nowym Jorku, Toronto i Chicago, ani nie szczędziła słów zachwytu, ani nie kryła łez wzruszenia. Ci, którzy na koncertach „Mazowsza” bywali już wielokrotnie, podczas licznych tournée zespołu, dziękowali za kolejne spotkanie. Przypominali, jak ważny jest dla nich zespół, który uosabia Polskę, ojczyznę, której dawno nie widzieli, a czasami nigdy nie widzieli. To „Mazowsze” jest dla nich żywym obrazem domu rodzinnego, stron z których pochodzą ich przodkowie. „Mazowsze” sprawia, że są dumni ze swojego pochodzenia. Na koncerty przyprowadzają swoich znajomych, pokazując im jaką bogatą i piękną kulturę ma Polska. Niesamowite były także spotkania z młodą publicznością, nastoletnimi przedstawicielami Polonii i dziećmi. Dla nich „Mazowsze” to legenda, o której słyszeli od swoich dziadków i rodziców. A możliwość dotknięcia legendy na żywo była dla nich wielkim wyróżnieniem. – Teraz już wiem dlaczego rodzice ciągle mnie naciskają, żebym  w domu mówił po polsku – zdradził nam Karol, piętnastolatek z Bufflo, który na koncert przyjechał do Toronto. – Ja do dzisiaj nie wiedziałem, że moja rodzina pochodzi z tak wielkiego i pięknego kraju. Bo przecież kraj, który ma taka wspaniałą kulturę, musi być wielki! Ja to odkryłem dopiero dzisiaj, podczas koncertu „Mazowsza”.

Dla artystów zespołu „Mazowsze”, którzy również są młodymi ludźmi, spotkania z Polonią, również te podczas uroczystości patriotycznych w Chicago i na Polish Parade, miały szczególny wymiar. Napotkani Polacy, z dumą niosący polskie flagi i narodowe emblematy niejednokrotnie zaznaczali, że to muzyka „Mazowsza” była dla nich pierwszym kontaktem z ojczyzną, a mazowszańskie utwory pierwszymi śpiewanymi przez nich piosenkami. Zresztą to było słychać. Podczas koncertów, gdy chór na scenie intonował „W zielonym gaju ptaszki śpiewają” czy „Kukułeczkę”, z widowni płynął głośny, wyraźny śpiew.

„Mazowsze” w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie odniosło ogromny sukces. – Nie można oglądać „Mazowsza” ze zdjęć, czy video, „Mazowsze” trzeba zobaczyć na żywo – mówi Grzegorz Fryc, który pomagał przy organizacji koncertów zespołu w USA i Kanadzie. – Obejrzawszy jeden koncert, chce się widzieć „Mazowsze” jeszcze raz i jeszcze raz. „Mazowsze” to nie jest zespół, to dobro narodowe, które trzeba pielęgnować, tak jak się pielęgnuje twórczość Chopina czy obrazy Matejki. Cieszę się, że ten najwyższy poziom artystyczny „Mazowsza” w historii w końcu dotarł do Stanów Zjednoczonych. Nie ma lepszego Ambasadora Kultury Polskiej niż „Mazowsze”!