Ewa Treszczotko
« Gdyby Ameryka Łacińska była szkolną klasą, a każdy z krajów był uczniem, to Chile byłoby tym najlepszym w klasie, unikatowym w każdym detalu. Tym, na którego inni uczniowie zerkają z szacunkiem, ale i z zazdrością, tym, od którego oczekuje się więcej niż od pozostałych, tym, który choć jest w takim samym wieku, wykształcił inne cechy i zachowania. »
Kto podróżował po krajach Ameryki Łacińskiej, ten zapewne przybył do Republiki Chile z oczekiwaniami wyższego poziomu życia niż w sąsiednich krajach. W ciągu 15 lat mojej fascynacji regionem słyszę i czytam wciąż te same opinie, że Kostaryka to Szwajcaria Ameryki Centralnej, a Chile gospodarczo jest na poziomie Niemiec. Biorąc pod uwagę najnowsze wskaźniki ekonomiczne, te tezy są błędne, ale i tak kraj ma wciąż dobry PR dotyczący jego rozwoju. Ja także lecąc do Chile, oczekiwałam „czegoś więcej”, jeśli chodzi o organizację, bezpieczeństwo, czystość etc. Spodziewałam się zachodnioeuropejskich standardów, ale też wyższych cen.
Późny lot z Limy do Santiago de Chile, nowoczesne, zadbane lotnisko (Aeropuerto Internacional Arturo Merino Benítez – SCL) i autobus do centrum miasta, potem krótki, nerwowy spacer około północy od przystanku autobusowego przez ulice zabudowane starymi budynkami, okraszonymi graffiti. Obudziłam się gotowa na rozpoczęcie eksploracji, było słonecznie i rześko, termometr rano wskazywał tylko 8°C. W końcu był maj, czyli w Santiago zaczynała się zima.
Santiago de Chile, stolica na więcej niż przesiadkę
Oficjalnie mniej więcej ⅓ z 20 mln Chilijczyków mieszka w stolicy, a aż 75 proc. ogółu populacji w Dolinie Środkowochilijskiej (Valle Central, Valle Longitudinal). Santiago de Chile to kierunek zarobkowy, dlatego miasto robi kosmopolityczne wrażenie tygla kulturowego. Poza licznie osiedlonymi tu Wenezuelczykami (ponad 30 proc. wszystkich imigrantów) wszechobecne lokale kuchni peruwiańskiej potwierdzają obecność dużej społeczności peruwiańskiej, jako drugiej najliczniejszej grupy obcokrajowców. Na ulicach często słychać również specyficzny, dominikański akcent (tak inny od chilijskiego), jak i „dziwny francuski” – język kreolski haitański. Obecność wielu punktów oferujących transfery pieniężne do Haiti i Republiki Dominikańskiej potwierdza, że to właśnie mieszkańcy Hispanioli urozmaicają mozaikę kulturową Santiago de Chile i stanowią trzecią najliczniejszą grupę migrantów.
Na zwiedzanie stolicy można przeznaczyć zarówno tylko jeden dzień, gdyż najważniejsze atrakcje są we względnie bliskiej odległości, jak i kilka dni, żeby delektować się historią miejsc, eksplorować muzea i poznawać życie kulturalne. Nie ma potrzeby wynajmować auta, wystarczy raz czy dwa skorzystać z taksówki, aby dotrzeć w okolice wzgórza San Cristóbal (ok. 880 m n.p.m.), znajdującego się na obrzeżach dzielnicy Bellavista. Z San Cristóbal można rozkoszować się panoramą miasta pod każdym kątem. Wejście na tarasy widokowe jest dość łatwe i nie wymaga ponadprzeciętnej kondycji. Architektura Santiago robi dobre wrażenie, stolica przypomina Madryt czy Buenos Aires, łączy tradycję z nowoczesnością. Oczywiście występują tu również charakterystyczne dla Latynoameryki kontrasty dobrobytu materialnego i ubóstwa.
Na nocleg w chilijskiej stolicy najlepiej wybrać lokalizację blisko centrum (ale nie w ścisłym centrum), a zwiedzanie rozpocząć od spaceru w stronę Plaza de Armas, czyli placu Broni, centralnego punktu miasta. Lokalne pasaże stanowią dobre miejsce na zakup pamiątek i zwyczajne chłonięcie energii miasta. Warto po prostu przysiąść na jednej z licznych ławeczek w parku przy placu i obserwować ludzi – seniorów grających w warcaby, pucybutów, sprzedawców drobnych przekąsek, radośnie bawiące się dzieci, ulicznych artystów. Feeria kolorów nieba podczas zachodu słońca też porusza emocje i zapada w pamięć. Okolica ta ma jednak i swoją ciemną stronę, na porządku dziennym są drobne kradzieże i uliczna prostytucja. Przy samym placu można znaleźć na stronach rezerwacyjnych noclegi okazyjne cenowo, które odradzam, bo pod osłoną nocy miejsce pokazuje drugą twarz.
Przy Plaza de Armas znajdują się sztandarowe atrakcje stolicy, jak Katedra Metropolitalna w Santiago (Catedral Metropolitana de Santiago), zjawiskowy neoklasycystyczny budynek Poczty Głównej (Correo Central de Santiago), Narodowe Muzeum Historyczne (Museo Histórico Nacional). Odbicie kształtu katedry w szklanych ścianach Comunidad Edificio Plaza de Armas, budynku znajdującego się tuż obok, jest idealnym miejscem do robienia zdjęć.
Kolejne punkty trochę oddalone od placu, ale wciąż w zasięgu spaceru, to Wzgórze Santa Lucía (629 m n.p.m.), Pałac Prezydencki (Palacio de La Moneda) i plac Konstytucji (Plaza de la Constitución). Wśród największych muzeów są: Chilijskie Muzeum Sztuki Prekolumbijskiej (Museo Chileno de Arte Precolombino), Muzeum Pamięci i Praw Człowieka (Museo de la Memoria y los Derechos Humanos) oraz Narodowe Muzeum Sztuk Pięknych (Museo Nacional de Bellas Artes). Dzielnice nastrajające do spacerów to Bella Vista i klimatyczna Lastarria, ja jednak jako miłośniczka zwykłych, lokalnych doświadczeń i próbowania miejscowych przekąsek udałam się w kierunku Mercado Central, czyli na główny targ spożywczy, znajdujący się w zabytkowym budynku z 1872 r. Sprzedaje się tu głównie ryby i owoce morza, ale samo doświadczenie tego miejsca jest cenne. Tuż obok Mercado Central można zjeść obiad w jednej z licznych restauracji, znanych z zachowania tradycyjnych kreolskich przepisów.

Atacama Desert an amazing place in the southern hemisphere of the Earth, maybe the driest desert in the world is a combination of salt falts, salt lakes, amazing turquoise waters beaches, volcanoes and awesome landscape with the best night sky. Here we can see the Atacama Desert north extreme in Arica and Parinacota region an amazing place to enjoy nature
W kolorach Valparaíso
Usytuowane na wybrzeżu Oceanu Spokojnego, u podnóża Andów Valparaíso urzekło mnie bardziej niż stołeczne Santiago – to jednak oczywiście tylko moja subiektywna ocena. Miasto stanowi jedną wielką galerię sztuki na świeżym powietrzu. Poza wszechobecnymi muralami i bogatym życiem nocnym w stylu bohemy, to również miejsce niezwykle ważne pod względem historycznym i logistycznym. Ci, którzy od lokalnych barów wolą nutkę luksusu, powinni wybrać oddalony o ok. 20 min jazdy kurort Viña del Mar. Ja jednak zdecydowałam się na Valparaíso. Udałam się na wycieczkę typu free walking tour. To okazja do poznania nie tylko innych podróżników, lecz także wielu historycznych smaczków. Lokalni przewodnicy, którym płaci się jedynie w postaci napiwków, prawie codziennie pokazują miasto obcokrajowcom, uchylając rąbka jego interesujących dziejów. Razem z grupą, do której przyłączyłam się blisko portu, zwiedziłam w ten sposób sporą część miasta i zrobiłam setki zdjęć kolorowym muralom. Najbardziej zapadły mi w pamięć schody pomalowane na wzór fortepianu (Escala Piano) i znajdująca się nieopodal nich zjeżdżalnia, z której śmiało korzystają dorośli, aby skrócić sobie drogę. Ciężko opisać Valparaíso – to jedno z tych miejsc, które trzeba poczuć, przejść się wśród wspaniałych przykładów sztuki ulicznej i obudzić w sobie na chwilę pierwiastek artysty. Co ciekawe, w zabytkowej dzielnicy tego portowego miasta nie można spontanicznie stworzyć własnego graffiti czy muralu, bo została ona wpisana w 2003 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Nawet jej mieszkańcy muszą prosić o pozwolenie lokalne władze Valparaíso, aby np. przemalować fasady swoich domów.
Wyjątkowa przyroda, czyli 4,3 tys. km piękna natury
Chile, według World Factbook (CIA World Factbook), to najdłuższe państwo świata, które fascynuje swoją wyjątkową przyrodą. Podczas podróży z południa na północ kraju (ok. 4270 km) można doświadczyć każdej z pór roku, ciepła i chłodu, wspinaczki na górskie szczyty i sportów wodnych w oceanie.
Na południu znajduje się perła Patagonii, czyli Park Narodowy Torres del Paine (Parque Nacional Torres del Paine). Jeziora polodowcowe, lodowce i szczyty górskie, sięgające – jak na Kordyliery przystało – powyżej 2 tys. m n.p.m., z których można podziwiać najgłębsze odcienie błękitu, w połączeniu z dziewiczą fauną i florą zapierają dech w piersiach. Do wyprawy w ten rejon, na obszar grupy górskiej Cordillera del Paine, warto dobrze się przygotować i wybrać najlepszą opcję organizacji, bo to jedno z tych miejsc, które zapada w pamięć na całe życie.
Na północy kraju czeka kolejny obszar, wyjątkowy w skali świata, jakim jest pustynia Atakama (Desierto de Atacama). To jedno z najbardziej suchych i nieprzyjaznych człowiekowi miejsc na naszym globie, dlatego tym bardziej szokują liczne, jakżeż ryzykowne i desperackie próby nielegalnej migracji do Chile właśnie przez Atakamę, podejmowane głównie przez Wenezuelczyków. Popękana, jałowa ziemia pustyni w okresie od września do listopada zmienia swoje oblicze. Niektóre jej fragmenty pokrywa cudowny dywan kwiatów, a fenomen ten określa się mianem desierto florido, czyli kwitnącej pustyni. Istną oazę stanowi tutaj kolonialne miasteczko San Pedro de Atacama, które jest turystycznym centrum regionu Antofagasta. Będąc w tym miejscu, warto skorzystać z oferty lokalnych agencji turystycznych zapraszających na sandboarding, czyli zjazd na specjalnie przygotowanej desce z piaszczystych wydm. Choć ten sport dostarcza sporej dozy adrenaliny, ryzyko kontuzji jest względnie niewielkie. Jako kompletna amatorka spróbowałam go na Pustyni Pacyficznej (Desierto del Pacífico), okazjonalnie znanej jako pustynia Atakama-Sechura, w okolicy wspaniałej oazy Huacachina w Peru.
Chile poprzez swoje położenie stanowi prawdziwy raj dla surferów i kitesurferów. Za mekkę tych widowiskowych sportów uchodzi Pichilemu, poza nim znane są Portofino, Arica czy Totoralillo. Początkującym zaleca się Las Terrazas i La Puntilla. Styl życia surferów nie opiera się wyłącznie na sporcie, dlatego takie miejsca są okazją nie tylko do szaleństw na falach Pacyfiku, lecz także do nawiązywania przyjaźni z ludźmi z różnych części świata.
Niewątpliwą atrakcję stanowi należąca do Chile, położona na Oceanie Spokojnym, ok. 3,7 tys. km od chilijskich wybrzeży w Ameryce Południowej, Wyspa Wielkanocna (Isla de Pascua, Rapa Nui), gdzie turyści mogą podziwiać olbrzymie posągi moai, wykonane z tufu wulkanicznego, których geneza wciąż jest tematem burzliwych debat archeologów i historyków. Największy ze znanych badaczom ukończonych posągów – Paro – mierzył ok. 11 m i ważył aż 80 t. Wyspę zamieszkuje jedynie mniej więcej 7750 mieszkańców, a administracyjnie należy ona do regionu Valparaíso.

Moon Valley, Valle de la Luna at peaceful sunset, Atacama desert, Chile, South America
Jacy są Chilijczycy? Stereotypy. Prawdy czy mity?
Chilijczycy to ciepli i serdeczni ludzie, którzy pozwalają zagranicznym turystom czuć się w swoim kraju jak w domu. Naturalnie otwierają swoje serca. Wyjątkiem są tu wenezuelscy uchodźcy, ostatnimi laty bardzo liczni ze względu na skrajny kryzys gospodarczy w ich ojczyźnie, do których rodowici mieszkańcy Chile mają ambiwalentny stosunek. Chilijczycy nie do końca wpisują się w stereotyp temperamentnych, głośnych, przesadnie gestykulujących Latynosów. Większość z nich to biali (52 proc.) i Metysi (26 proc.), a ludność rdzenna jest nieliczna (ok. 11 proc. populacji). Chile stanowiło kierunek kilku fal migracji z Europy, co zapewne spowodowało, że usposobienie mieszkańców wydaje się nam wręcz bliskie i znajome.
Dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z nauką języka hiszpańskiego, zrozumienie chilijskiego akcentu będzie nie lada wyzwaniem. Uważa się go za najcięższy na kontynencie dla obcokrajowców. Chilijczycy mówią szybko i „zjadają” końcówki. Oczywiście trening czyni mistrza i po kilku dniach zapewne konwersacja z Chilijczykami będzie łatwiejsza, jednak na pewno nie polecam tego kierunku na kurs w szkole językowej czy ćwiczenie podstawowych umiejętności.
Gdy umawiamy się z mieszkańcami Chile, musimy pamiętać, żeby przyjść co najmniej pół godziny później lub celowo umówić się na wcześniejszą porę. Taką zasadę stosuje się nawet przy wydarzeniach publicznych i w sytuacjach zawodowych. Mimo iż tydzień pracy wynosi w tym kraju 45 godz. i jest jednym z najdłuższych na świecie, Chilijczycy wydają się zawsze znajdować czas na rozrywkę i spotkania z przyjaciółmi, także w tygodniu. Pełen grafik i tak pozostaje elastyczny, bo jak mówi popularne w Ameryce Łacińskiej przysłowie – na które powołałam się już w kilku wcześniejszych moich artykułach w magazynie All Inclusive – czas to prezent, który dajemy innym, a nie „czas to pieniądz”, jak u nas w Europie.
Stereotypy mają to do siebie, że są uogólnieniami, które nie raz otwierają pole do dyskusji. Jeśli ktoś z czytelników All Inclusive może potwierdzić je własnymi doświadczeniami lub im zaprzeczyć, zapraszam do zostawienia komentarza pod artykułem na stronie naszego magazynu (www.all-inclusive.com.pl).
Polskie akcenty
Ciekawostką jest fakt, że przeciętny chilijski odpowiednik Kowalskiego słyszał o uczonym Ignacym Domeyce (1802–1889). Nasz rodak ma status bohatera narodowego w Chile. To jedna z kluczowych postaci chilijskiej nauki i przemysłu, twórca mapy geologicznej kraju, odkrywca pokładów węgla kamiennego i licznych złóż innych minerałów. Chilijczycy na słowo „Polska” mogą wspomnieć też papieża Jana Pawła II, ponieważ kraj w ogromniej części (ok. 88 proc. ludności) to chrześcijanie, z czego większość to zadeklarowani wyznawcy katolicyzmu. Polonia w Chile jest względnie niewielka i według oficjalnych danych liczy mniej więcej 3 tys. osób.
Poczuć klimat Chile przez kartki książek
Niektórzy, w tym ja, przed podróżą do nowego miejsca lubią zbudować nastrój oczami wyobraźni, sięgając nie po typowe turystyczne przewodniki, ale po książki autorów z danego kraju. Historie stworzone przez wrażliwe umysły autorów rzucają nowe światło na nadchodzącą wyprawę. W wypadku Chile polecam sięgnąć po twórczość Isabel Allende czy też uhonorowanego w 1971 r. Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury Pabla Nerudy (1904–1973). Ciekawostką jest stworzona przez angielskiego pisarza Daniela Defoe (ok. 1660–1731) postać rozbitka Robinsona Crusoe – jego pierwowzorem był szkocki żeglarz i korsarz Alexander Selkirk (1676–1721), który na początku XVIII stulecia przeżył cztery lata na wyspie Más a Tierra (obecnie Robinson Crusoe) niedaleko Chile.
Chile na talerzu i z procentami
Czy kuchnia chilijska wypada imponująco w porównaniu z innymi krajami regionu? Niestety nie. Nie dlatego jednak, że jest nudna, ale przez silną konkurencję słynnej kuchni peruwiańskiej i wysoką reputację argentyńskiej wołowiny, które ściągają całą uwagę międzynarodowej społeczności. W tym południowoamerykańskim kraju nie stroni się od fast foodów, a popularne dania są kaloryczne, wysokotłuszczowe, słodkie, ale ubogie w wartości odżywcze i świeże produkty, jak owoce i warzywa. Wpływa to na niechlubny fakt, że – obok Meksyku i Argentyny – w Chile jest najwyższy poziom otyłości w Ameryce Łacińskiej. O kuchni chilijskiej nie mówi się wiele, dlatego większość obieżyświatów zapytana o typową chilijską potrawę będzie potrzebowała chwili, aby nie wypowiedzieć na głos pierwszego dania przychodzącego na myśl, czyli hot dogów. Nazywa się je tutaj completo italiano i serwuje z awokado oraz pomidorami. Moimi absolutnymi faworytami wśród chilijskich potraw są pastel de choclo i pastel de jaiba (pastel de jaiva). Pierwsze z nich to mięsne nadzienie zapieczone pod pierzynką z masy kukurydzianej (choclo z hiszp. kukurydza), tzw. tarta kukurydziana, a drugie to nadzienie z krabów i parmezanu, serwowane w podobny sposób. Z pewnością ważna jest temperatura dań – najlepiej smakują świeżo zapieczone, serwowane w gorącym, jeszcze parującym naczyniu. O wyrazistości „pasteli” decydują przyprawy, dlatego co kucharka, to inny pastel. Ze względu na długą linię brzegową w Chile jest dostatek ryb i owoców morza, co nie oznacza, że ich ceny są na miarę przeciętnego budżetu. Poza hot dogami wśród street foodu dużą popularnością cieszą się, jak zresztą w całej Ameryce Południowej, empanadas(smażone, duże pierogi z rozmaitym farszem) i humitas, czyli masa ze świeżej kukurydzy z dodatkami, zawinięta w liście – jakże mogłoby być inaczej – kukurydzy. Humitas przypominają znane na całym kontynencie tamales, różnicą jest użycie masy ze świeżej kukurydzy zamiast mąki kukurydzianej.
Chilijczycy uwielbiają słodkości. Oparte są one na jednym wspólnym składniku, czyli masie kajmakowej. Bez względu na to, czy mowa o kruchych okrągłych ciasteczkach (alfajores), czy smażonych w głębokim tłuszczu rurkach (churros), francuskim smażonym cieście ułożonym warstwowo (milhojas – dosłownie tysiąc kartek) – wszystkie wypełnia manjar, czyli masa kajmakowa.
O ile temat chilijskich kulinariów nie wzbudza zbyt wielkich emocji, inaczej sprawa ma się z napitkami. Bez chwili zastanowienia przychodzą mi na myśl trzy słowa: wino, pisco i terremoto. W Chile nawet najtańsze szlachetne trunki mają względnie dobrą jakość, ale chilijskie cabernet sauvignon i chardonnay stanowią już klasę samą w sobie. Narodowym wysokoprocentowym napitkiem jest destylowane z winogron brandy (tzw. winiak) o nazwie pisco. Peru i Chile od lat toczą spór o to, który kraj można uznać za ojczyznę tego napoju alkoholowego. Należy więc pamiętać, aby nigdy w towarzystwie Peruwiańczyka nie mówić, że pisco jest chilijskie, a Chilijczyka – że peruwiańskie. Po winach i wysokoprocentowych trunkach pora na koktajl. Terremoto oznacza dosłownie trzęsienie ziemi, to drink przygotowany z tradycyjnego białego wina pipeño, gorzkiego syropu, najczęściej grenadyny i… lodów ananasowych. Osobiście narodowy koktajl bardzo mi smakował, ale mogło to wynikać z faktu, że spróbowałam go pierwszy raz w barze w klimatycznym Valparaíso, przy akompaniamencie latynoskiej muzyki i w towarzystwie przemiłych, nowo poznanych podróżników z Chile, Hiszpanii, Argentyny i Norwegii – dlatego przywołuje on pozytywne wspomnienia.

View of the Campo de Hielo Patagonico Sur, the huge expanse of ice that feeds all the main glaciers of Patagonia
Praktycznie
Lot z Polski do Chile wymaga co najmniej jednej przesiadki, zazwyczaj w Londynie, Paryżu, Amsterdamie lub Madrycie. Co jakiś czas linie lotnicze, raz lub dwa razy w roku, ogłaszają promocje cenowe na loty z europejskich miast. Nieraz mniej kosztowne połączenia można upolować z Berlina, liczenie jednak na zniżkę w dogodnym nam terminie jest opcją dla osób cierpliwych i mających dużo wolnego czasu.
Według zestawienia Numbeo, globalnej bazy danych na temat kosztów i jakości życia, edytowanej przez użytkowników niczym Wikipedia, w 2023 r. Chile było najdroższym, po Urugwaju i Panamie, krajem w regionie. Taką samą informację znalazłam na platformie biznesowej Statista, uchodzącej za najlepszą na świecie do badań rynku i opinii konsumenckich. Na podstawie własnych doświadczeń uznałabym Chile za drugi, po Urugwaju, najdroższy kierunek podróży w krajach latynoamerykańskich i porównała tamtejsze ceny do kosztów życia w stolicach europejskich państw ze strefy euro.
W Santiago de Chile ma swoją placówkę Ambasada RP. Poza tym w kraju działają trzy konsulaty honorowe – w 250-tysięcznym mieście La Serena, w Punta Arenas w regionie Magallanes (Región de Magallanes y de la Antártica Chilena) i Concón w regionie Valparaíso. Chile dla Polski jest atrakcyjne do inwestowania, dlatego Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH) ma tam jedno ze swoich biur handlowych, a o działalności na chilijskiej ziemi spółki KGHM Polska Miedź słyszeli nawet ci, którzy nigdy nie byli w Ameryce Południowej.
Chile to bez wątpienia wyjątkowy kraj. Rzadko stanowi pierwszy wybór wśród miłośników Ameryki Łacińskiej, to kierunek dla koneserów doświadczeń. Chilijczycy lubią innowacje, poza urozmaiceniem geograficznym ich historia, zarówno ta bardziej odległa, jak i najnowsza z czasów dyktatury, jest bujna i świadczy o sile ich ducha, energii i odwadze. Przy tak licznych zaletach umyka myśl o tym, że to jeden z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów naszej planety, położony w tzw. Pacyficznym Pierścieniu Ognia. Warto jednak podróżować, aby obrazy, zapachy, emocje i smaki Chile stały się naszym własnym, pięknym wspomnieniem na długie jak chilijskie wybrzeże lata, wymalowanym w pamięci niczym kolorowe murale w Valparaíso.



