Kto nie chciałby przeżyć wakacyjnej przygody. Przed nami pięć magicznych greckich wysp, osiem portów, starożytne świątynie i najpiękniejsze zachody słońca  na Morzu Egejskim. To wszystko podczas tygodniowego rejsu all inclusive Celestyal Cruises. 

Nasz statek  o wdzięczniej nazwie Cristal  wyrusza z Salonik. Żegnamy słynną Rotundę na nabrzeżu,  pomnik Aleksandra Wielkiego na rozpędzonym koniu i po chwili wypływamy na pełne morze pod wodzą kapitana Nikosa Vassileiou. Czy kiedykolwiek odwołał rejs ze względu na sztorm? Nigdy. Czy widział nimfy wodne? Też nie. Morze Egejskie skrywa wiele tajemnic, ale rzadko bywa wzburzone. Płyniemy spokojne. Najtrudniej manewrować w ciasnych tutejszych portach, jak mówi kapitan, choć po  14 latach dowodzenia statkiem zna  je jak własną kieszeń. 

Każde przybicie do portu  przyspiesza bicie serca przed poznaniem kolejnych miejsc. Na naszym szlaku jest Kusadai, jedyny turecki port w programie, skąd ruszamy na podbój starożytnego Efezu.  Jest też Rodos z górującym nad portem średniowiecznym miastem. A zaraz po nich Kreta, której urokowi nie oparł się ani El Greco, ani Nikos Kazantzakis, autor Greka Zorby. Od licznych atrakcji, postojów w kolejnych portach może zakręcić się w głowie, jednak nie do tego stopnia, by zrejterować.  Kolejny dzień spędzamy na Santorini. To  perła Cykladów, jak mawiają o tej wyspie sami Grecy, uformowana blisko 400 lat temu przez potężny wybuch wulkanu. Kiedy wpływamy do wielkiej kaldery zapadniętego krateru wulkanu Thiry, skaliste brzegi wznoszące się dziesiątki metrów w górę,  robią niesamowite wrażenie. 

Śmiało z Santorini może konkurować Mykonos, gdzie według legendy Zeus walczył z Tytanami, a Herkules miał zabić gigantów chroniących Olimp. Dziś to najdroższa wyspa Cyklad i najbardziej kosmopolityczna, przyciągająca gwiazdy i celebrytów. Nadmorskie kafejki tętnią życiem do białego rana, głośna  muzyka wylewa się z barów, więc z ulgą kierujemy się na spokojniejszą,  sąsiednią wyspę Milos. Odkrywamy tam kameralne zatoki, idealne na morskie kąpiele, malownicze wybrzeże, wspaniałe białe  plaże.  I łapiemy oddech przed wizytą w Atenach, gdzie dobijemy następnego dnia nad ranem. Jak było do przewidzenia, wszędzie tłumy i upał, bo Wieczne Miasto  przyciąga ludzi jak magnes. Ale kultowy Akropol i spacer po historycznej Place zostaną zaliczone.  Pod wieczór pada jednak komenda „All aboard!”  i płyniemy w stronę Salonik, by zakończyć nasz rejs. Wydaje się, jakbyśmy wyruszyli wczoraj. Żal, że wszystko trwało tak krótko… Na szczęście,  pozostaną wspomnienia i magiczne chwile utrwalone na zdjęciach.  

Elżbieta Pawełek