Jeszcze niedawno był małą osadą rybacką. Dziś to kosmopolityczne centrum światowego biznesu i jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc świata. Na długiej liście niezwykłości znajdują się architektoniczne cuda, sztuczne wyspy i jeziora, najwyższe drapacze chmur i największe centra handlowe. Dubaj zadziwia nowoczesnością i przyciąga jak magnes – nie tylko turystów, lecz także i tych, którzy chcą budować jego potęgę.
W największym mieście w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, zamieszkiwanym przez ponad 3,5 mln ludzi, wszystko wydaje się możliwe. Wszystko jest „naj”, poczynając od słynnych wieżowców, największych galerii handlowych, najbardziej śmiałych konstrukcji inżynierskich, kończąc na bajecznych hotelach. Jedyne ograniczenie, jak się mówi w Dubaju, stanowi ludzka wyobraźnia.
Działa tu nawet stok narciarski ze sztucznym śniegiem, więc nie trzeba już jeździć do szwajcarskiego Sankt Moritz. Ogromny front robót widzi się wszędzie, a nowe obiekty rosną jak grzyby po deszczu.
Drapacz chmur na pustyni
Na taras widokowy, zawieszony na 124. piętrze Burdż Chalifa, wjeżdżamy windą z prędkością 10 m/s. Ale to nie jest wcale najwyższy punkt w tym ultranowoczesnym obiekcie. Otóż Burdż Chalifa, najwyższy budynek świata, ma aż 163 piętra użytkowe. Jeszcze 50 lat temu w najśmielszych snach nikt by nie pomyślał, że na środku pustyni wyrośnie drapacz chmur, liczący 829,8 m wysokości. Wieżowiec jest dziełem tego samego przedsiębiorstwa architektonicznego (Skidmore, Owings & Merrill – SOM), które zaprojektowało nowojorski One World Trade Center czy warszawski biurowiec Rondo 1. Początkowo obiekt miał mieć 560 m wysokości i pełnić tylko funkcje mieszkalne. Jednak jak mówi stare przysłowie, apetyt rośnie w miarę jedzenia, przez co Burdż Chalifa wystrzelił w górę dużo wyżej niż zakładano pierwotnie. Może pomieścić 35 tys. osób. Posiada 57 wind, 8 par schodów ruchomych i 2909 schodów zwykłych. Woda, która gromadzi się na zewnątrz na ścianach budynku, będąca efektem różnicy temperatur panujących na zewnątrz i w klimatyzowanych pomieszczeniach, starcza do podlewania parku wokół obiektu.
Burdż Chalifa stanowi przykład architektonicznego geniuszu. Zaczęliśmy od wiercenia pod budowę, wszędzie stała woda, bo tutejsze tereny leżą w zatoce. W końcu udało się postawić budynek na 192 słupach zakotwiczonych głęboko w ziemi. Setki tysięcy ton betonu i stali poszło na same fundamenty – zdradza David Bradford, dyrektor tego wielkiego projektu. Niesamowita konstrukcja, wyglądem nawiązująca do kwiatu pustyni i islamskiej architektury, przepięknie lśni w słońcu. Zawdzięcza to tysiącom szklanych paneli zainstalowanych na zewnątrz.
Apartamenty Armaniego
Na chwilę wstrzymujemy oddech, bo właśnie docieramy na At the Top – taras widokowy zawieszony 452 m nad ziemią. Z góry widać nowoczesny kompleks Downtown Dubai, tonący w gąszczu smukłych wieżowców, oraz 11-hektarowy park z ogromnym sztucznym jeziorem Burdż Chalifa i niesamowitym systemem tańczących fontann. Jeśli ktoś miałby ochotę na lunch, to na 122. piętrze jedna z najwyżej położonych restauracji na świecie, znajdująca się 442 m nad ziemią, „At.mosphere” serwuje pyszne przekąski i dania. Na niższych piętrach mieszczą się apartamenty mieszkalne, w tym zaprojektowane przez Armaniego, które ponoć sprzedały się na pniu mimo astronomicznej ceny 40 tys. dolarów za 1 m². Całkiem łatwo się domyśleć, dlaczego tak się stało. Wieżowiec stanowi synonim luksusu. Świadczą o tym kamienne podłogi, z których część wykonano ze srebrnego trawertynu, ręcznie tkane dywany oraz ściany ozdobione ponad tysiącem dzieł światowej i lokalnej sztuki.
Dubaj stawia na rozmach, bicie kolejnych rekordów, przekraczanie granic współczesnych technologii i budownictwa. Dlatego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich powstaje już nowy najwyższy budynek świata Dubai Creek Tower, który będzie położony w centralnym punkcie Dubai Creek Harbour. Wieżowiec ma pobić jak dotąd nieosiągalną wysokość 1 km (może mieć nawet 1345 m!) i tym samym pokonać obecnego rekordzistę – Burdż Chalifa.
Dubaj dla odważnych
Dla tych, którzy chcą się jednak poczuć jak prawdziwy bohater z serii filmów Mission: Impossible, czeka tutaj nie lada gratka. To spacer po krawędzi wieżowca Sky Views Edge Walk na wysokości 219,5 m nad ziemią w ramach atrakcji Sky Views Dubai. Ci mniej odważni mogą wybrać szklaną zjeżdżalnię Glass Slide lub Sky Views Observatory i podziwiać spokojnie panoramę miasta. Decyduję się jednak na dawkę mocnych wrażeń, nie zdając sobie sprawy, na co się piszę. Moje obawy rosną wraz z koniecznością podpisania formularza z kilkudziesięcioma zgodami. Panowie z obsługi zapewniają mnie, że to jedynie na wszelką ewentualność, gdyż atrakcja jest w stu procentach bezpieczna i wszystko znajduje się pod kontrolą. Na spacer po krawędzi mogą wybrać się osoby pomiędzy 12 a 65 rokiem życia, oczywiście nie wykazujący żadnych dolegliwości sercowych czy psychicznych. Przebieram się w specjalny skafander, podpinają mi też różne linki, zakładam kask. Wychodzę razem z moim przewodnikiem na zewnątrz i dopiero wtedy się zaczyna. Nie ma tu żadnych barierek ochronnych, okien ani innych zabezpieczeń z wyjątkiem specjalnej uprzęży podczepionej do budynku, pomocy przewodnika i modlitwy do Pana… Wiatr szumi w uszach, w dole przesuwają się jakieś małe punkciki będące jeżdżącymi po ulicach samochodami. Moje nogi stają się miękkie jak wata. Przewodnik mówi, że mam się wychylić, trzymając się jedną ręką liny podpiętej do krawędzi budynku i delektować się przestrzenią oraz widokami. Według mojej oceny linka jest dość cienka w porównaniu z moją posturą. Przechodzi mi przez głowę myśl, czy było warto. Bilet do tanich nie należy, kosztuje 499 dirhamów (ok. 600 zł). Ale daję się namówić na wychylenie się poza krawędź budynku i spacer po jego obrzeżach. Po wszystkim już stwierdzam, że taka przygoda warta jest swojej ceny, a wrażenia są niezapomniane.
Zakupy, rekiny i tańcząca fontanna
Mówi się, że wielkie budowle bywają bezduszne i nieprzyjazne. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Ze szczytu Burdż Chalifa szybko i wygodnie zjeżdża się do drugiej największej galerii handlowej na naszym globie (zaraz po Iran Mall w Teheranie), czyli Dubai Mall, odwiedzanej rocznie przez ponad 80 mln ludzi, co czyni ją jeszcze większą atrakcją od słynnego wodospadu Niagara. Znajduje się tutaj m.in. największe akwarium świata (Dubai Aquarium & Underwater Zoo), gdzie za dodatkową opłatą można brać udział w karmieniu rekinów, lodowisko o wymiarach olimpijskich i wodospad, a także 22-ekranowe kino (Reel Cinemas). Przede wszystkim w Dubai Mall są jednak sklepy, wijące się niczym wąż po eleganckich alejach galerii. Versace, Marks & Spencer, Dior, Chanel, Galeries Lafayette i inne światowe marki na dobre rozgościły się w Dubaju. Jest też polski akcent – drogeria Inglot. Ceny, niestety, również są światowe, co trochę zniechęca, ale to raj dla zakupoholików. Łatwo się zgubić, bo galeria przypomina gigantyczny labirynt. Jak ktoś obliczył, na jej powierzchni (ok. 1,2 mln m²) można by pomieścić ponad 50 boisk piłkarskich. Na wszelki wypadek biorę więc mapkę, dzięki której pewniej ruszam przed siebie. Może nie tak śmiało jak Harrison Ford podczas poszukiwania zaginionej Arki Przymierza, ale z równą ciekawością. Tyle że obejrzenie wszystkiego jest niewykonalne.
Będąc już w Dubai Mall, warto obejrzeć wieczorne widowisko, którego gwiazdę stanowi największa tańcząca fontanna świata – The Palm Fountain. Zajmuje ona powierzchnię 14 tys. m² i podświetla ją magicznie ponad 3 tys. świateł LED. Woda tryska 105 m w górę i faluje m.in. w rytm piosenki Sama Dubai, napisanej na cześć emira Dubaju, premiera i wiceprezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich – szejka Muhammada bin Raszida Al Maktuma. W tygodniu widowiskowe pokazy odbywają się co pół godziny pomiędzy 18.00 a 22.30, a w weekendy od 18.00 do północy.
Kosmiczny van Gogh
Aby Dubai Mall nie kojarzył się wyłącznie z wydawaniem pieniędzy, w trakcie pandemii otworzono w jego wnętrzach Infinity des Lumières – ogromną wirtualną galerię sztuki. Dzieła Vincenta van Gogha (1853–1890), japońskich artystów, takich jak Hokusai Katsushika (1760–1849), oraz współczesne projekty zafascynowanego astrofizyką Thomasa Vanza prezentowane są na niezwykłej przestrzeni, w postaci wielkoformatowych animacji i wizualizacji przy akompaniamencie odpowiednio dobranej muzyki klasycznej, jazzowej i soul. Mam wrażenie, jakbym znalazł się we wnętrzu obrazu, który przesuwa się po wielkich ekranach zlokalizowanych na ścianach i pomiędzy nimi, po owalnych filarach, podłodze i wszystkich stojących na niej sprzętach. Sztukę można tu chłonąć na stojąco bądź siedząc na wygodnych pufach. Zastanawiam się, który pokaz robi na mnie największe wrażenie: ożywiona technologią cyfrową, mieniąca się kolorami, zmiennością nastrojów prezentacja klasyków van Gogha czy twórczość Thomasa Vanza, otwierająca drzwi w kosmos. A może ta inspirowana tradycją samurajów? Wychodząc z Infinity des Lumières i zmierzając z powrotem do centrum handlowego, czuję się tak, jakbym odbył fascynującą podróż.
Między przeszłością a przyszłością
Od niedawna kolejną wizytówkę Dubaju stanowi otwarte 22 lutego 2022 r. Muzeum Przyszłości (Museum of the Future), zabierające zwiedzających do 2071 r. Futurystyczny gmach, znajdujący się w samym centrum miasta, widać już z daleka. Jego owalna, srebrna bryła pokryta arabskimi inskrypcjami przyciąga wzrok zarówno za dnia, jak i w nocy, kiedy świeci się niczym cudowna lampa Aladyna albo statek kosmiczny.
W zamiarze twórców budynek ma symbolizować naszą planetę z przyszłości. Z jasnego lobby udaję się do windy stylizowanej na śluzę promu kosmicznego. Ma mnie ona zabrać w niesamowitą podróż do przyszłości. Czuję się tak, jakbym leciał w kosmos, odczytując na wyświetlaczach moje położenie w stosunku do gwiazd. Można powiedzieć, że muzeum pełni funkcję centrum naukowego, w którym znajdują się futurystyczne wystawy dostępne dla zwiedzających. Ekspozycje przedstawiają m.in. słynne wyprawy w kosmos oraz modele i wizualizacje obecnych stacji kosmicznych. W innych salach prezentuje się prototypy pojazdów przyszłości. Są też przestrzenie przygotowane specjalnie dla dzieci, zachęcające je do kreatywnych zabaw.
Intrygująco wygląda wystawa poświęcona naturze. Ogromna wizualizacja ekosystemu lasu deszczowego ukazuje jego funkcjonowanie w czasie rzeczywistym. Ma to nas skłonić do refleksji nad unikatowością i pięknem ziemskiej przyrody. Następna sala z wizualizacjami świetlnymi jest imponująca. Znajdują się tutaj szklane tuleje, będące bankiem genetycznym różnych gatunków żyjących na Ziemi. W założeniach twórców Muzeum Przyszłości ma być także miejscem spotkań naukowców z całego świata, którzy będą wymieniali się doświadczeniami i opracowywali innowacyjne rozwiązania.
Największa złota ramka
W Dubaju wyróżnia się jeszcze jeden obiekt, czyli Dubai Frame. Zlokalizowane w popularnym Zabeel Parku dwie wieże, połączone u podstawy i na szczycie poziomymi łącznikami, przypominają ogromną złotą ramkę do zdjęć z panoramą starej lub nowej części miasta, a to w zależności od strony, z której na nie patrzymy. Na pierwszy rzut oka to kolejny przykład dubajskiej megalomanii. Jeśli jednak przyjrzeć się Dubai Frame z bliska, zachwyca kształtem i wielkością. Dowiaduję się, że ten charakterystyczny projekt stanowi najwybitniejsze osiągnięcie architektury, nad którym pracowało przeszło 3,6 tys. architektów. Ma konstrukcję i kształt umożliwiający zachowanie stabilności przy silnych podmuchach wiatru, co testowano na modelach 3D. Do budowy Dubai Frame zużyto ponad 9,9 tys. m³ zbrojonego betonu, 2 tys. t stali oraz 2,9 tys. m² szkła laminowanego. Powłokę wykonano z prawie 15 tys. m2 złotej stali nierdzewnej. Z wysokości 150 m, na którą wywożą gości szybkie windy, można podziwiać całe miasto wraz z wybrzeżem Zatoki Perskiej (Zatoki Arabskiej), a nawet z zarysem Pustyni Arabskiej (Pustyni Wschodniej). Wewnątrz, na różnych poziomach, znajdują się wystawy interaktywne przedstawiające etapy projektowania i budowy obiektu. Ukazują one w interesujący sposób historię Dubaju, który zaprezentowano jako futurystyczne miasto.
Latające taksówki
To już kolejny zrealizowany tutaj projekt, w którym widzę nieco utopijną wizję przyszłości i rozwoju Dubaju. Najwyraźniej włodarze emiratu chcą wieść prym także w najbliższych dekadach, a biorąc pod uwagę ich obecny rozmach, może im się to udać. Gdzieś już zresztą podobne obrazy widziałem… W filmie Piąty element francuski reżyser Luc Besson przedstawia powietrzne taksówki i drony, których prototypy prezentowane są w dubajskim Muzeum Przyszłości. Widzimy, jak latają pomiędzy supernowoczesnymi, przeszklonymi wieżowcami i podniebnymi estakadami służącymi do transportu zbiorowego. Dla funkcjonowania takiego miasta potrzebne są oczywiście olbrzymie pokłady energii. Pozyskuje się ją m.in. ze słońca przy użyciu paneli fotowoltaicznych – zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. Miasto ma być przyjazne ludziom, dlatego też planowany jest unikatowy w skali światowej rozwój medycyny i supernowoczesnych technik leczenia.
Od pereł do ropy
Dużo można by mówić o perłach i wolnym handlu, które stały się źródłem napędu lokalnej gospodarki, ale w rzeczywistości większość dzisiejszego dobrobytu Dubaju trzeba przypisać jednej rzeczy: ropie naftowej. W niespełna 30 lat z niewielkiego portu rybackiego za sprawą płynnego złota przemienił się w kwitnącą metropolię Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Niektórzy nazywają to miasto „kapitalizmem na kokainie”. Mamy tu błyszczącą panoramę zwieńczoną najwyższym budynkiem na świecie, promenady z ogromem butików znanych projektantów i wszystko, co można sobie wymarzyć.
Gdziekolwiek spojrzeć, bogactwo jest na wyciągnięcie ręki – wystarczy przejechać się 16-pasmową autostradą Szari asz-Szajch Zajid (Sheikh Zayed Road), którą przed laty szła pustynna droga donikąd, żeby poczuć się niczym podczas przejazdu przez Las Vegas. Wszędzie wznoszą się drapacze chmur, których łącznie jest ponad 80 – wszystkie ujmujące niepowtarzalnym kształtem. Strzeliste i poskręcane, nieco udziwnione, ale niepowtarzalne, jakby projektanci prześcigali się w śmiałych zamysłach.
Biznesowe centrum skupia się w Dubai World Trade Centre, który uchodzi za matkę wszystkich wieżowców przy Szari asz-Szajch Zajid. Ma on 39 pięter, gdzie mieszczą się biura wielu międzynarodowych korporacji. W skład sąsiedniego eleganckiego kompleksu Emirates Towers wchodzą Emirates Office Tower i Jumeirah Emirates Towers Hotel – chyba najbardziej rozpoznawalne drapacze chmur na naszym globie. W Dubai International Convention Centre co dwa lata odbywają się jedne z największych targów motoryzacyjnych świata – Dubai Motor Show (ich najbliższą edycję zaplanowano na listopad 2023 r. – www.nofilterdxb.com). W dzień robi się tu interesy, za to wieczorem życie rozkwita przy tutejszych alejach wysadzanych wysmukłymi palmami, gdzie działają liczne kawiarnie, bary i kluby nocne.
Hotel Żagiel
Jeden z powodów dumy dubajczyków stanowi Burdż al-Arab (Burj Al Arab) – hotel w kształcie żagla, unoszący się nad taflą morza niczym fatamorgana. Wydaje się, że płynie, ale to tylko złudzenie. Hotel jest oddalony o 280 m od plaży w Zatoce Perskiej. Stanął na sztucznej wyspie, którą tworzono przez trzy lata, zwożąc tu setki tysięcy ciężkich skał i tony piachu. Jest odporny na trzęsienia ziemi i huragany. Ze względu na niebywały luksus uchodzi nieoficjalnie za jedyny 7-gwiazdkowy hotel świata. Oczywiście oficjalnie najwyższy standard w hotelarstwie określa się 5 gwiazdkami deluxe. Dubaj chce być jednak wyjątkowy i w tym zakresie.
Od przepychu wypełniającego wnętrza może zakręcić się w głowie. Niczym w pałacu wszędzie widać marmury i złoto (24-karatowych złotych listków użyto do dekoracji). W głównym holu zachwyca uchodzące za najwyższe na naszym globie atrium (180 m) z tańczącymi fontannami, strzelającymi w górę co pół godziny. Z kolei sufit wygląda niczym rozgwieżdżone niebo.
Osobom należącym do grona VIP-ów proponuje się tutaj wyłącznie apartamenty o powierzchni od 169 do 780 m2 (mniejszych nie przewidziano), z osobistym kamerdynerem, złotym iPadem na czas pobytu, prywatnym rolls-royce’em z kierowcą i własnym kucharzem – wedle życzenia. W przypadku rezygnacji z tego ostatniego goście są dowożeni do usytuowanej pod wodą restauracji „Al Mahara”, czyli „Ostryga”, pojazdem przypominającym łódź podwodną. Wszystko w cenie za jedynie… ok. 20 tys. dolarów za dobę. Dla kochających latać pomyślano też o lądowisku dla helikopterów na szczycie hotelu. Na helioporcie Burdż al-Arab odbyły się m.in. dwa pokazowe mecze: tenisowa rozgrywka między Rogerem Federerem i Andre Agassim, a także golfowa między Tigerem Woodsem a Rorym McIlroyem.
Na sztucznej wyspie
Niestety, nie znajdujemy się na liście VIP-ów, ale możemy spędzić miły wieczór w luksusowych wnętrzach hotelu Atlantis, The Palm. W jego otwarciu w 2008 r. wzięło udział wiele znanych osób, m.in. Chris Tucker, Michael Jordan czy Wesley Snipes. Odbyły się koncerty libańskiej piosenkarki Nawal El Zoghbi oraz Australijki Kylie Minogue. Na 15-minutowy pokaz ogni sztucznych zużyto mniej więcej siedem razy więcej fajerwerków (aż 100 tys.!) niż podczas ceremonii otwarcia XXIX Letnich Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 r. Kosztował on ok. 16 mln dolarów! Na liście gości Atlantis, The Palm pojawiły się takie sławy jak Dannii Minogue, Kim Kardashian czy Robert De Niro. Wśród atrakcji wymienić można m.in. podglądanie rekinów w wielkim akwarium, pływanie z delfinami i wodne rozrywki w basenie imitującym gigantyczne fale morskie. Zgłodniałym gościom proponuje się m.in. świetnie wysmażone steki w słynnej kuchni Gordona Ramsaya (w „Gordon Ramsay Bread Street Kitchen & Bar”) oraz doskonałe posiłki i przekąski w blisko 30 różnych restauracjach, barach i lounge’ach. Choć Atlantis, The Palm ma aż 1539 pokoi, na brak gości nie narzeka.
Dodatkowy atut hotelu stanowi jego położenie na sztucznej wyspie Palma Dżamira (Palm Jumeirah), zwanej w skrócie Palmą. To olbrzymia konstrukcja o wymiarach 5×5 km i 75 km linii brzegowej. Jej kształt przypomina palmę daktylową, jeden z symboli Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Codziennie tysiące turystów podąża w kierunku Palmy, żeby zobaczyć to arcydzieło inżynierii, ósmy cud świata, jak twierdzą niektórzy. Najlepiej widać ją z lotu ptaka, niektórzy szczęśliwcy mogą ją zobaczyć, przylatując do Dubaju, inni podczas lotu hydroplanem nad miastem czy skoków ze spadochronem.
Magiczne Stare Miasto
Prawdziwego lokalnego życia nie doświadczymy jednak w oazach luksusu, ale na Starym Mieście (Old Town) nad Zatoką Dubajską, którą starożytni Grecy nazywali rzeką Zarą, a współcześni mieszkańcy Dubai Creek. Kontrast między tymi częściami miasta jest tak wielki, że aż szokuje. To jakby przenieść się z eleganckiej restauracji do hałaśliwej knajpy z piwem. Po zatoce z jednego brzegu na drugi kursują abry – wodne taksówki, a tak naprawdę proste drewniane łodzie pasażerskie. Przewożą one codziennie tysiące ludzi do pracy i turystów pragnących poznać lokalne atrakcje. W Dubaju działa ponoć ok. 150 takich taksówek, a kurs trwa ok. 10 min. Abra stanowi najszybszy środek transportu w tej części miasta.
Dubai Creek to nic innego jak jęzor słonej wody wcinający się głęboko w ląd od Zatoki Perskiej. Ale właśnie tutaj kręciły się wszystkie dubajskie biznesy, ściągali żeglarze z zamorskich Indii i Afryki oraz wyrosły najstarsze dzielnice o tajemniczych nazwach Al Shindagha, Deira i Bur Dubaj (Port Dubajski). Zaczynamy od Muzeum Dubajskiego mieszczącego się w najstarszym zachowanym budynku w mieście – Forcie Al Fahidi z 1787 r. W podziemnych galeriach można obejrzeć ciekawą rekonstrukcję życia dawnych mieszkańców, do której użyto naturalnej wielkości woskowych postaci. Daleko im do doskonałości tych wystawionych w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud w Londynie, ale z przyjemnością ogląda się sceny z bazaru czy meczetu z podkładem dźwięków modlitw, pieśni lub rozmów. Poza murami fortu stoi arabski statek żaglowy dau (dhow), symbolizujący żeglarsko-handlową przeszłość Arabów.
Błyskotki i złoto w automatach
Wreszcie pora obejrzeć lokalne suki, czyli targowiska. Na słynnym Gold Souku, Złotym Bazarze (Targu Złota), spacer wśród drogocennych wyrobów z całego świata o różnej liczbie karatów robi duże wrażenie. W gablotach lśnią złote wisiorki, pierścionki i drogocenne kolie. Wśród nich błyszczą najprawdziwsze diamenty, rubiny, opale i perły. Najbardziej oblegane są jednak wystawy, na których eksponuje się przepiękną etniczną biżuterię – prawdziwe dzieła sztuki. O szybsze bicie serca przyprawia nas 21-karatowy Najmat Taiba (Gwiazda Tajby), najcięższy pierścionek świata ważący 63,8 kg. Ten gigant ma 2,3 m obwodu i pasowałby na palec o średnicy 49 cm. Jego cena także robi wrażenie: 3 mln dolarów. Dzieło arabskich jubilerów zostało wpisane do Księgi rekordów Guinnessa. Od patrzenia na błyskotki aż bolą oczy, ale w końcu Dubaj to Złote Miasto. Złoto można kupować tu również w sztabach w… automatach.
Na Perfume Souku, Targu Perfum, kusić nas będą niezliczone ilości kadzidełek i flakoników. W powietrzu wirują egzotyczne zapachy. W czasach proroka Mahometa perfumy były cenniejsze niż złoto i stanowiły jeden z najlepszych podarunków. Sentyment do nich pozostał, bo wszędzie widzi się tutaj zakwefione po czubek głowy Arabki, cierpliwie testujące buteleczki z pachnącą zawartością. Większość to oleiste perfumy pochodzenia roślinnego, o mocnym zapachu, bez kropli alkoholu. Dlatego ich przyjemna woń długo utrzymuje się na ciele.
„Bolanda, kupić szalik”
Aby dostać się do Bur Dubaj (Portu Dubajskiego), historycznej dzielnicy miasta, jeszcze raz trzeba przeprawić się łodzią abra. Tuż przy przystani ulokował się Old Souk, czyli Stary Targ. Przy wejściu swoje sklepiki prowadzą handlarze z Indii i Pakistanu: English, Deutsch, ruski? – próbują odgadnąć naszą narodowość. Bawimy się w zgadywankę, aż w końcu pada słowo Bolanda (w języku arabskim „Polska”). Od tej chwili słyszę: Bolanda, kupić szalik z kaszmiru, Bolanda, zmierzyć skórzane buty z zadartym nosem, będą pasowały. Całkiem fajne, myślę, jak w opowieści o Aladynie i jego czarodziejskiej lampie…
W Porcie Dubajskim zawsze jest kolorowo, ruchliwie i tłoczno. Z jednej strony to betonowa dżungla domów i wąskich uliczek, w których łatwo się zgubić, a z drugiej – centrum historycznych perełek, wśród których jest Bayt Al Wakeel, wzniesiony w 1935 r. z mieszaniny koralowca i piasku dawny dom agenta brytyjskiej kampanii morskiej (obecnie mieszczący Muzeum Morskie i popularną restaurację „Bayt Al Wakeel”). Wystarczy jednak skręcić w gwarną ulicę Al Fahidi, aby zderzyć się z innym światem, pełnym hinduskich kolorów i magii. Tylko mniej więcej co szósty mieszkaniec Dubaju jest obywatelem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, reszta to głównie repatrianci z Azji (zwłaszcza z Indii, Iranu, Pakistanu, Bangladeszu i Filipin). I to oni, jak mówią, pracują przede wszystkim na jego rozwój.
Mimo późnej pory sklepiki, zakłady fryzjerskie i krawieckie wciąż są tu czynne, a bary serwują pikantne curry. Przed północą wszystko działa. Zdarzają się też prawdziwe okazje – można kupić zegarki za pół ceny czy hinduskie chusty z upustem. O 6.00, jak zawsze, ze wszystkich minaretów popłynie śpiew muezzinów nawołujący wiernych do modlitwy. Ulice pokryją się chodniczkami, na których pobożni muzułmani, zwróceni głowami w stronę Mekki, będą bili pokłony Allachowi. Ten rytuał powtarza się pięć razy dziennie i nikogo tutaj to nie dziwi.
Optymizm branży
Przedstawiciele sektora turystycznego na Bliskim Wschodzie od lat spotykają się w Dubaju. Najbardziej prestiżową imprezę stanowi ATM – Arabian Travel Market. W 2023 r. przypada 30-lecie tych targów (zaplanowano je w terminie 1–4 maja). Podczas nich prezentowane są oferty turystyczne z całego świata. W minionym roku to czterodniowe wydarzenie zainaugurował szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego w Dubaju (Dubai Civil Aviation Authority – DCAA), państwowego przedsiębiorstwa inwestycyjnego Dubai World oraz The Emirates Group (to on założył w 1985 r. linie lotnicze Emirates). Na targi ATM, które odbyły się w eleganckich pomieszczeniach Dubai World Trade Centre, przyjechało wówczas ok. 1,5 tys. wystawców ze 150 krajów świata, a wydarzenie odwiedziło ponad 30 tys. gości. Mimo skutków pandemii i wojny w Ukrainie wśród ekspertów z branży turystycznej wyczuwało się duży optymizm. Mam dla wszystkich dobre wiadomości. Turystyka wraca do normy, mimo chwilowego zachwiania popytu. Międzynarodowa turystyka odrodzi się do poziomu sprzed pandemii już w 2023 r. i potem jej rozwój przyspieszy – stwierdził podczas wykładu inaugurującego targi ATM Scott Livermore, główny ekonomista z Oxford Economics Middle East. Choć, jak przyznali fachowcy, przed branżą turystyczną stoją także nowe ważne wyzwania – inflacja, wysokie ceny paliwa, drożyzna. To jednak nie powstrzyma raczej przyjazdów turystów z całego świata do Dubaju. To Złote Miasto zadziwia swoją różnorodnością. Może właśnie dlatego przyciąga jak magnes.



