w najnowszym magazynie „All Inclusive”

Do najświeższego, już 59., aż 332-stronicowego, wydania „All Inclusive”, do działu „Dalekie Podróże” Kinga A. Eysturland (www.kingaeysturland.com) przygotowała interesujący artykuł pt. „Dwa brzegi jednej rzeki – Montevideo i Buenos Aires”. Poniżej publikujemy początek jej wciągającego tekstu o urugwajskiej i argentyńskiej ziemi. Z całym artykułem można się zapoznać na str. 18–24 najnowszego, wiosenno-letniego 2026 numeru magazynu „All Inclusive”, który dostępny jest pod tym linkiem: https://www.all-inclusive.com.pl/najnowszy-numer/

Zapraszamy z całego serca do ciekawej lektury o Urugwaju i Argentynie, Montevideo i Buenos Aires! Kinga A. Eysturland pisze, że: „Między Urugwajem a Argentyną nie ma morza – jest za to Río de la Plata (po hiszpańsku „Srebrna Rzeka”; zwana też w skrócie La Platą) i jej rozlewające się szeroko estuarium, przypominające bezkresną, błotną taflę. Jej wody oddzielają dwa państwa, jednocześnie tworząc naturalny most pomiędzy dwoma światami: monumentalnym Buenos Aires i znacznie spokojniejszym Montevideo. Wielki i mały brat spoglądają na siebie z perspektywy tego samego horyzontu. Stolicę Argentyny – Buenos Aires – od dekad nazywa się „Paryżem Ameryki Południowej”, a jej mieszkańcy – porteños – ze względu na niezrównaną pewność siebie i szybkie tempo życia zasłużyli na miano „Nowojorczyków półkuli południowej”. Szerokie aleje, klasycystyczne fasady i modernistyczne gmachy, ruchliwe skrzyżowania, pęd taksówek, tłumy w kawiarniach i teatrach, restauracje czynne do późnej nocy – to metropolia, która lubi robić wrażenie, głośna, ekspresyjna, bezkompromisowa. Wabi i uwodzi, ale narzuconemu przez nią tempu kroku dotrzymują tylko najwytrwalsi. Po drugiej stronie rzeki rozciąga się Montevideo – młodsze i spokojniejsze, nie imponuje skalą, lecz uwodzi swojską bezpretensjonalnością. Zamiast monumentalnych, wielopasmowych bulwarów ma ponad 22 km nadmorskiej promenady. To Rambla, wzdłuż której mieszkańcy spacerują, jeżdżą na rowerach albo po prostu siedzą na murkach z termosem yerba mate, patrząc, jak słońce powoli zatapia się w wodzie. Zamiast spektakularnych alei są secesyjne kamienice, modernistyczne bloki, spontaniczne uliczne ryneczki. Trzecia najbardziej na południe położona stolica świata (po Wellington w Nowej Zelandii i Canberze w Australii) żyje wolniej i prościej, ale bez kompleksów.”

I kończy swój pasjonujący artykuł w następujący sposób: „Najwygodniej myśleć o Buenos Aires i Montevideo jak o dwóch przystankach na tej samej linii promowej. Między stolicami kursują przewoźnicy Buquebus i Colonia Express, a sama przeprawa przez Río de la Plata trwa krócej niż niejedna podróż na działkę za miastem. W ciągu dnia można więc dosłownie przeskakiwać między krajami – z paszportem, ale bez skomplikowanej logistyki. Optymalny wariant podróży to – według mnie – trzy dni w Buenos Aires, dzień w Colonii del Sacramento, dwa w Montevideo i kilka dni na wschodzie Urugwaju – w otoczeniu plaż i dziewiczej przyrody. Aby odkryć dobrodziejstwa regionu, potrzeba czasu i doświadczenia zarówno metropolii, jak i rybackiej wioski w departamencie Rocha, bo kontrasty bez wątpienia czynią tę część świata wyjątkową. Najprostszą drogę do zrozumienia obu brzegów La Platy stanowią wino i kuchnia, które o historii, dziedzictwie imigracji i codziennych rytuałach mówią szczerzej niż niejedno muzeum. W kieliszku i na talerzu spotykają się wpływy europejskie oraz lokalne tradycje, luksusowe doświadczenia i bardzo proste, uliczne smaki. Warto też poświęcić energię ludziom: poznać ich sposób postrzegania świata, radości i zmartwienia. Poradzić sobie można nawet bez znajomości języka hiszpańskiego. Wystarczy skorzystać z uniwersalnego arsenału lingwistycznego – uśmiechu, gestów i ludzkiej serdeczności. Właśnie dlatego najlepiej podzielić czas pobytu między Argentynę i Urugwaj, bo oglądane razem, pięknie się uzupełniają i pokazują pełny obraz „Srebrnej Rzeki”, jej rytm oraz niepowtarzalny charakter.”