Informacja o powrocie Concorde’a nie ma większego znaczenia z perspektywy masowej turystyki w Europie. Rynek lotniczy poszedł bowiem w zupełnie innym kierunku, a lata świetności lotów naddźwiękowych dawno przeminęły. Stało się tak z kilku powodów.

Po pierwsze, branża stawia na ekonomię skali, czyli samoloty o dużej pojemności i niższym koszcie jednostkowym – Concorde to zaprzeczenie tej filozofii. Po drugie, odległości w Europie są zbyt małe, aby ogromna prędkość Concorde’a stanowiła realną wartość dodaną, która uzasadniałaby wielokrotnie wyższą cenę biletu. Ponadto w dobie presji na zrównoważony rozwój, projekt o tak znaczącym śladzie węglowym i generowanym hałasie jest obarczona ogromna ryzykiem wizerunkowym i regulacyjnym. Warto również pamiętać, że bilet na lot Concorde’em w latach 90. na trasie Londyn-Nowy Jork kosztował równowartość dzisiejszych 10-12 tys. dolarów. Była to cena skrócenia podróży o około 3,5 godziny.

Dlatego Concorde nie będzie konkurencją dla aktualnych połączeń regularnych w obrębie Europy ani dla lotów czarterowych, lecz co najwyżej ultraluksusową „taksówką” na trasach transatlantyckich. To fascynujący projekt inżynieryjny, ale nie rewolucja w tym, jak przyzwyczailiśmy się latać na wakacje.