W najnowszym, już 57., aż 244-stronicowym, wydaniu magazynu „All Inclusive”, w dziale „Dalekie Podróże” Agnieszka Wasztyl zaprasza nas do poznania Kenii, podczas safari i na jej rajskich plażach, oraz do odkrycia jej tropikalnych skarbów. Poniżej zamieszczamy początek jej interesującego artykułu. Cały tekst o zachwycającej Kenii można znaleźć na str. 46–55 najświeższego, wiosenno-letniego numeru magazynu „All Inclusive”, który dostępny jest pod tym linkiem: https://www.all-inclusive.com.pl/najnowszy-numer/
Zapraszamy z całego serca do wciągającej lektury! Agnieszka Wasztyl pisze, że: „Jej zachwycające krajobrazy pozostają w pamięci na zawsze. Po zamknięciu oczu nadal widzę spękaną od słońca afrykańską ziemię, dzikie zwierzęta przemierzające rozległe sawanny, Masajów zatracających się w rytmicznym tańcu oraz tętniące życiem ulice Mombasy. Choć miasto nie słynie z wielu zabytków, to ma w sobie magnetyzm, który przyciąga każdego podróżnika. Czar Kenii jest nieodparty – wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Safari w parkach narodowych w Kenii zaczyna się wczesnym rankiem, gdy słońce ledwo wznosi się nad horyzont, a pomarańczowa sucha ziemia zaczyna powoli wchłaniać jego pierwsze promienie. W powietrzu unosi się pył, który wkrótce osiada na skórze, włosach, ubraniach. Wszędzie. Zanim jeszcze świat się obudzi, my już przemierzamy bezdroża parków Tsavo. Wznosimy tumany kurzu, które osiadają na nas niczym cienka warstwa ziemi. Wokół rozciąga się krajobraz, który wyobrażałam sobie od zawsze – ogromne baobaby, rozłożyste akacje i gęsty busz, skrywający niezliczone tajemnice. Gdzieś w oddali, za krzakami i drzewami akacjowymi, dostrzegamy ruch. Wśród wysokiej trawy, niemal w sposób niewidoczny, przemyka stado gazeli, które poruszają się delikatnie jak cienie. To moment, kiedy na chwilę zapomina się o wszystkim. Wstrzymujemy oddech, starając się nie zakłócić tej niezwykłej, ulotnej chwili. Tu, w sercu Afryki, zwierzęta żyją na własnych zasadach, nie zwracając uwagi na nasze ciekawskie spojrzenia. Czasami jednak, jak na zawołanie, ukazują się w pełnej krasie. Na chwilę zapomina się o cywilizacji, która zniknęła gdzieś daleko. Nie ma tutaj zasięgu. Jest tylko dzika natura. To Afryka w swojej pierwotnej postaci. Tsavo to najstarszy i największy park narodowy w Kenii. Ustanowiono go 1 kwietnia 1948 r., a ze względów administracyjnych jego terytorium o powierzchni ponad 22,8 tys. km² już w maju podzielono na dwa obszary: Tsavo Wschodnie (Tsavo East – ok. 13,7 tys. km², jego większa część znajduje się na północ od trasy Mombasa – Nairobi) i Tsavo Zachodnie (Tsavo West – mniej więcej 9,1 tys. km², rozciąga się aż do granicy z Tanzanią). Zajmuje aż 4 proc. powierzchni kraju. Na tym ogromnym terenie żyje 400 gatunków ptaków, a także bawoły, słonie afrykańskie, zebry, żyrafy, lamparty, hipopotamy, krokodyle, antylopy czy czarne nosorożce. Można spotkać również lwy, które mają bardzo rzadką grzywę. W XIX w. wywołały popłoch i panikę. W 1898 r. dwa osobniki zabiły wielu hinduskich robotników, którzy pracowali przy budowie mostu kolejowego na rzece Tsavo. Była to inwestycja Brytyjskiej Imperialnej Kompanii Wschodnioafrykańskiej (Imperial British East Africa Company). Zwierzęta atakowały pracowników podczas snu. Zostały zabite przez brytyjskiego oficera Johna Henry’ego Pattersona (1867–1947). Dziś ich czaszki i skóry można oglądać w Muzeum Historii Naturalnej w Chicago (Field Museum of Natural History). Obecnie historia o lwach ludojadach chętnie opowiadana jest kolejnym pokoleniom.”
I kończy swój szalenie ciekawy artykuł o magnetyzmie Kenii w następujący sposób: „Kenia stanowi turystyczny raj dla plażowiczów. Jej wybrzeże słynie z szerokich, bieluśkich plaż, krystalicznie czystej wody, ciepłego Oceanu Indyjskiego i palm kokosowych. Mijamy grupki ludzi opalających się na leżakach przy luksusowych hotelach. Jesteśmy na plaży Nyali. Piasek jest tu jak puder, a niebo, w którym błękit przeplata się z bielą chmur, odbija się w wodzie niczym lustro. Zamawiamy świeży koktajl z owoców tropikalnych. W tle słychać afrykańską muzykę. Linia brzegowa Kenii liczy ok. 600 km. Do najpiękniejszych plaż należą m.in. Diani, Watamu, Bamburi i te znajdujące się na archipelagu Lamu. Nadmorskie kurorty oferują również nurkowanie wśród barwnych raf koralowych, co cieszy się dużym zainteresowaniem turystów. Zadowolona zanurzam się w ciepłych wodach oceanu. Po krótkiej kąpieli relaksuję się na leżaku. Nagle dochodzi do mnie wołanie: jumbo! („cześć!”) – otwieram oczy i widzę przed sobą grupkę młodych chłopców z brelokami w ręku. To tzw. beach boysi. Próbują zarobić na chleb, sprzedając turystom swoje wyroby rękodzielnicze. Niestety, atakują mnie za każdym razem, gdy tylko pojawię się na plaży, w drodze do hotelu i przy wyjściu z wody. Choć rozumiem, dlaczego to robią, to jest to po dłuższym czasie trochę irytujące. Unikają obsługi hotelowej. Mimo to staram się ładować akumulatory, choć smuci mnie ten kontrast – widok stojących na plaży ubogich Kenijczyków i zagranicznych turystów zamawiających jedzenie w restauracji hotelowej. Wieczorem na plaży również toczy się życie. Na ciepłym piasku można zobaczyć małe kraby. Skorupiaków jest bardzo dużo i poruszają się w szybkim tempie, poszukując jedzenia. Część znika w swoich norach, żeby zaraz wyłonić się z powrotem i sprawdzić, czy w pobliżu nie ma zagrożenia. Słuchamy szumu Oceanu Indyjskiego i spoglądamy w niebo czarne jak atrament. Znów czuję radość, że trafiłam do serca prawdziwej Afryki. Niezapomniane widoki wspaniałych krajobrazów, stad dzikich zwierząt i uśmiechy życzliwych ludzi pozostaną ze mną na zawsze. Hakuna matata! To przesłanie zabiorę ze sobą do Polski.”



