• Zadłużenie branży e-commerce rośnie. Jeszcze w marcu 2025 roku, według danych Krajowego Rejestru Długów, łączna kwota zadłużenia wynosiła 154 mln zł, a liczba dłużników zbliżała się do 5 tys. Obecnie 5034 dłużników ma 32 745 przeterminowanych zobowiązań finansowych na łączną sumę 158,3 mln zł. Średnio na jednego dłużnika przypada prawie 31,5 tys. zł długu.
  • Najwyższa kwota należy się wierzycielom z sektora finansowego i ubezpieczeniowego. To 107,5 mln zł. Na swoje pieniądze od e-sklepów czekają też firmy transportowe (10,5 mln zł) i telekomunikacja (7 mln zł).
  • Najwięcej zadłużonych podmiotów działa w województwie mazowieckim, gdzie 1072 dłużników ma ponad 34,1 mln zł zaległości. Z kolei najmniej zadłużonych e-sklepów znajdziemy w województwach: opolskim (79 dłużników, 3,3 mln zł).
  • Rekordzista – sklep internetowy z Wielkopolski – ma do spłaty 1,95 mln zł. Na liście jego wierzycieli znajdują się między innymi firma leasingowa oraz fundusz sekurytyzacyjny.
  • Nasze dane pokazują, że spośród 5 tys. e-sklepów widniejących w Krajowym Rejestrze Długów, aż 3355 stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. To właśnie one mają największe zaległości: ponad 103 mln zł. Pozostałe 55 mln zł przypada na spółki prawa handlowego – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
  • Problemy finansowe i piętrzące się zaległości wobec wierzycieli powodują, że zadłużenie sklepów internetowych wynosi już 158 mln zł. Branża stoi dziś przed trudnym wyborem: inwestować dalej w innowacje czy skupić się na stabilizacji i poprawie płynności – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.
  • Przeciętny e-sklep musi dziś jednocześnie inwestować w technologię, płacić za magazynowanie, logistykę, obsługę klienta i reklamę. W przypadku mikroprzedsiębiorców te koszty szybko przekraczają przychody, zwłaszcza jeśli sprzedaż nie jest stabilna albo opiera się na sezonowości.
  • Z naszej perspektywy widać, że jednoosobowe działalności gospodarcze w e-commerce najczęściej korzystają z faktoringu, gdy mają problem z utrzymaniem płynności. Często są to niewielkie kwoty, średnio około 17 tysięcy złotych, ale właśnie te środki decydują o tym, czy przedsiębiorca kupi nowy towar, zapłaci za reklamę albo terminowo ureguluje ZUS – komentuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.