- Na gastronomicznej mapie Polski tylko w pierwszym półroczu 2025 r. przybyło prawie 2 tys. punktów, przekraczając po raz pierwszy poziom 100 tys.
- W ciągu ostatnich dwóch lat zaległości sezonowej gastronomii oscylowały w granicach 320-390 milionów złotych. Na początku tego roku przebiły granicę 400 milionów złotych. Widać więc, że dobre informacje płynące z analiz branżowych nie pokrywają się z obrazem sytuacji finansowej poszczególnych firm. Koszty pracy, surowców, energii i najmu lokali pochłaniają znaczną część dochodów. W efekcie wiele z nich popada w długi.
- Najwięcej nieuregulowanych zobowiązań mają restauracje, bary, puby, kawiarnie i food-trucki. W KRD jest 13,4 tys. takich podmiotów, a ich konto obciąża 381,8 mln zł.
- Właśnie wśród restauratorów znajduje się branżowy rekordzista. To przedsiębiorca z Dolnego Śląska, prowadzący działalność w formie spółki prawa handlowego, który zalega 4,1 mln zł, głównie firmie leasingowej, ale też hurtowni spożywczo-alkoholowej.
- Pod względem formy prawnej, gros długów należy jednak do mikrofirm. Stanowią one też niemal 2/3 wszystkich dłużników w tym sektorze. To już 257 mln zł, czyli 60 proc. wszystkich długów branży sezonowej gastronomii. Nierzadko winę ponoszą sami właściciele, którzy bez zaplecza finansowego, za to pod wpływem chwili lub impulsu, decydują się na otwarcie food-trucka czy punktu z kebabem na wynos.
- – Sezonowość branży gastronomicznej znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie w finansach. Największe zapotrzebowanie na środki wśród przedsiębiorców z tego sektora notujemy w maju, czerwcu i lipcu, czyli w szczycie wakacyjnego ruchu. Mikrofirmy gastronomiczne w tym czasie zgłaszają się do nas nawet trzy razy częściej niż w pozostałych okresach roku – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.



