ROBERT PAWEŁEK
« Już pierwsze chwile po dotarciu na wyspę wywołują niezwykłe emocje i wrażenia. La Gomera wygląda, jak gdyby czas stanął na niej w miejscu i niewiele się zmieniło, od kiedy Krzysztof Kolumb zacumował tutaj swoje okręty w drodze do nieznanego lądu. Podświadomie czuję, że to jednak dopiero początek przygody. Z biegiem czasu, odkrywając wyspę, jestem o tym coraz bardziej przekonany. Można się w niej naprawdę zauroczyć… La Gomera ma wszystko, czego potrzeba, aby uciec przed światem – niezmiernie zróżnicowaną przyrodę, bezkresne przestrzenie, przepiękne krajobrazy i… spokój. Jest pierwotna, niezmącona cywilizacją, a jednocześnie dostępna i bezpieczna. »
Kilkadziesiąt lat temu była omijana przez masową turystykę (mówiono o niej terra ignota). Skalisty, nieprzyjazny brzeg i trudno dostępny, górzysty teren powodowały, że turyści woleli tłumnie oblegać Teneryfę czy Gran Canarię, którymi się zachwycali. Dzisiaj to się co prawda zmienia, na wyspie lądują samoloty z przybyszami chcącymi ją poznać, a do portu w San Sebastián de La Gomera zawijają promy wiozące na swoich pokładach nowych odkrywców. Ale La Gomera nadal opiera się masowej turystyce, ponieważ odwiedza ją zaledwie 1 proc. wszystkich przyjeżdżających na Wyspy Kanaryjskie. Warto jednak wiedzieć, że dotarcie na nią wodolotem Fred. Olsen z południowo-zachodniego wybrzeża Teneryfy (Los Cristianos) zajmuje niecałe 50 min.
La Gomera jest jedną z najmniejszych wysp na całym archipelagu – ma 25 km długości i 23 km szerokości, obejmuje obszar 370 km². Ponad 10 proc. jej powierzchni (ok. 40 km²) zajmuje Park Narodowy Garajonay (Parque Nacional de Garajonay) z tonącymi we mgle lasami wawrzynowymi (makaronezyjskimi lasami wawrzynolistnymi, po hiszp. laurisilva) i szczytem Garajonay (1487 m n.p.m.). Dla 22 tys. mieszkańców to La Isla Redonda (Okrągła Wyspa) lub La Isla Colombina (Wyspa Kolumba). Jej wiek szacuje się na 12 mln lat. Uchodzi za najstarszą z całego archipelagu i jako jedyna nie ma już żadnych czynnych tuneli wulkanicznych. Jeśli się uprzecie, możecie zwiedzić ją całą w trzy dni.

Chroniony przez UNESCO Park Narodowy Garajonay – 70 proc. jego powierzchni pokrywają lasy wawrzynowe
NAJSTARSZY LAS NA ZIEMI
Magia zaczyna otaczać mnie coraz bardziej, kiedy późnym popołudniem w mglisty dzień przejeżdżam przez Park Narodowy Garajonay, którego 70 proc. powierzchni pokrywają lasy wawrzynowe. W 1986 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Koniecznie muszę się w nim zatrzymać. Spacerując w lesie wyznaczonymi szlakami, wchodzę w tunele wśród drzew, z których większość to blisko 20-metrowe endemiczne okazy. Być tutaj, to jakby cofnąć się w przeszłość o miliony lat. Czuję się niczym w baśni, czekając aż zza pnączy porastających prehistoryczne drzewa wyjrzy wróżka. Innym skojarzeniem, które przychodzi mi do głowy, są tropikalne gęstwiny rodem z Parku Jurajskiego. Ale bez obaw, La Gomera to bezpieczny ląd. Nie ma tu żadnych groźnych dla naszego życia zwierząt, w tym jadowitych węży, pająków czy owadów. Słychać tylko śpiew ptaków i szmer strumyków, zasilanych wodą z mgieł unoszących się nad wyspą, a gdzieniegdzie przemknie duża jaszczurka. Jedyne niebezpieczeństwo to trujące, czerwone liście spadające z drzew, które stanowią zagrożenie dla naszych oczu, nie tykają ich żadne zwierzęta. Na zwiedzanie parku warto przeznaczyć sobie co najmniej kilka godzin, choć chciałoby się po nim spacerować w nieskończoność. Tutejszy prehistoryczny las wawrzynowy i wrzoścowo-woskownicowy jest typowy dla obszaru Makaronezji. Mniej więcej 15–40 mln lat temu podobne formacje występowały w Europie Południowej i Afryce Północnej. Makaronezyjski las wawrzynolistny na La Gomerze stanowi najstarszy na planecie ekosystem, który rozwija się nieprzerwanie od trzeciorzędu. Nie dotarł tu lodowiec, który zamroził całą przyrodę na terenie Europy. Obfite opady z mgieł unoszących się nad lasami powstają w wyniku zderzenia wilgotnych mas powietrza z cieplejszym powiewem znad Sahary. Gęste konary przepuszczają bardzo niewiele promieni słonecznych, co powoduje, że w parku nie występuje prawie żadna inna roślinność.
Z Garajonay, najwyższego tutejszego szczytu, rozciąga się wspaniały widok na wulkan Teide wznoszący się nad Teneryfą (3715 m n.p.m.). Niewielka osada El Cedro, położona tuż przy parku narodowym (na wysokości ok. 900 m n.p.m.), słynie z okalającego ją lasu wawrzynowego – Bosque del Cedro – i płynącego przez cały rok strumyka (co jest rzadkością na Wyspach Kanaryjskich). Miejsce to stanowi idealną bazę wypadową do zwiedzania Parku Narodowego Garajonay.

Kurort Playa de Santiago z uczęszczaną latem plażą o długości ok. 1 km z ciemnym piaskiem i żwirkiem
KRÓLOWA RÓŻNORODNOŚCI
Zastanawiam się, co podoba mi się najbardziej w La Gomerze, i mam z tym duży kłopot. Czy jest to delikatny szum wiatrów i spokój bijący od bezkresnych, niemal pustynnych krajobrazów, zboczy pokrytych zielonym gajem, czy strome góry wpadające wprost do Oceanu Atlantyckiego, nad którym rozciągają się palmowe doliny i plantacje bananów? Chociaż trzeba otwarcie powiedzieć, że wyspa nie należy do łatwych miejsc do uprawiania turystyki. Pełno tu krętych, kamienistych szlaków, łączących niegdyś osady i miasta, dzisiaj przemierzanych przez grupy piechurów. Drogi dla samochodów wiją się przez góry na różnych wysokościach, co niejednego przyprawia o zawrót głowy. Niezależnie od tego trekking i jazda na rowerze są tutaj bardzo popularne.
La Gomera należy do ośmiu głównych wysp wchodzących w skład archipelagu Wysp Kanaryjskich. To taka Europa u północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Wyspy określa się często mianem Islas Afortunadas (Wysp Szczęśliwych), ponieważ panuje na nich jeden z najlepszych klimatów na świecie, ze średnimi temperaturami między 24°C latem i ponad 18°C zimą. Z uwagi na jakość ekosystemu La Gomera w 2012 r. została ogłoszona Rezerwatem Biosfery UNESCO. Jej przepiękne krajobrazy wprawiają mnie w zachwyt. Są majestatyczne, dziewicze. Oszałamia ich różnorodność – od pustynnego wybrzeża po pierwotny las wawrzynowy. Na niewielkiej przestrzeni jeden rejon różni się diametralnie od drugiego, odległego zaledwie o kilka kilometrów. Pogoda jest łaskawa, a pory roku rozpoznaje się po długości dnia i kolorach kwitnących bez przerwy roślin. A ze względu na niewielkie zaludnienie (poniżej 60 osób na 1 km²), ograniczoną liczbę turystów oraz rosnące nieustannie papaje, awokado, mango, banany i liczne warzywa można się w tym miejscu zakochać. Będąc tutaj, trudno nie poczuć się szczęśliwym człowiekiem, a na pewno wyciszonym i zrelaksowanym…
JĘZYK JAK ŚPIEW PTAKÓW
Możecie się mocno zdziwić, jeśli podczas spaceru po lesie wyda się wam, że słyszycie pewien specyficzny śpiew ptaków. Gomeryjski język gwizdany, zwany silbo gomero, jest unikatowym językiem używanym przez wyspiarzy od stuleci. Donośniejszy od głosu, służy do porozumiewania się na dużych odległościach. Jest bardzo przydatny w krainie podzielonej głębokimi wąwozami (hiszp. barrancos) i ogromnymi zboczami. Za jego pomocą mieszkańcy mogą przekazać wiadomość z jednego końca wyspy na drugi, wezwać lekarza, powiadomić kuzynów. Gwizd słychać na odległość średnio 5 km, a przy sprzyjających warunkach nawet 8 km. Podczas hiszpańskiej wojny domowej (1936–1939) silbo gomero porozumiewali się partyzanci, co wprawiało we wściekłość policję, nieznającą tej mowy. Język gwizdów był też zakazany przez ówczesne władze dyktatora Franco, szefa Państwa Hiszpańskiego (1936–1975). W okresach represji umożliwiał tajną komunikację.
Uważa się, że język gwizdów zapoczątkowali pierwsi mieszkańcy La Gomery, stanowiący tutejszą rdzenną ludność przed podbojem Wysp Kanaryjskich w XV w. przez Królestwo Kastylii-Leonu. W XVI stuleciu, po konkwiście archipelagu, Gomerowie (Gomeritas) dostosowali gwizdanie do języka kastylijskiego. Ze względu na niebezpieczeństwo zniknięcia silbo gomero, głównie z powodu szybkiego rozwoju technik komunikacji, a zwłaszcza zaniku pasterstwa, które było głównym źródłem zatrudnienia, rząd Wysp Kanaryjskich wprowadził jego naukę w szkołach i ogłosił w 1999 r. kanaryjskim dziedzictwem etnograficznym. Gomeryjski język gwizdany jest obecnie obowiązkowym przedmiotem w szkołach podstawowych i średnich na La Gomerze. Nie stanowi serii wcześniej ustalonych kodów używanych do wyrażenia ograniczonej treści. To zwięzły, niekonwencjonalny język, który umożliwia wymianę nieograniczonego zakresu wiadomości, dzięki reprodukcji charakterystycznych dźwięków każdego języka mówionego. W silbo gomero różnej wysokości gwizdy naśladują brzmienie słów lokalnego dialektu języka hiszpańskiego.
Turysta nie będzie miał problemu, żeby posłuchać, jak się mówi, gwiżdżąc. Na wyspie komunikują się w silbo m.in. kelnerzy w niektórych restauracjach, co stało się atrakcją turystyczną. Gwizd ma własną melodię i przypomina trochę śpiew ptaków. Na początku zawsze jest ton „wstępny”, potem wygwizduje się imię tego, z którym chce się rozmawiać, i treść komunikatu. Jeśli poprosicie, gwiżdżący, czyli silbador, wymieni wasze imię lub zagwiżdże to, co wypowiecie. W 2009 r. silbo gomero wpisano na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
UCZTA DLA PODNIEBIENIA
Na wyspie można skosztować doskonałej kuchni. Jest prosta i delikatna, a jej unikatowość bierze się z interesujących połączeń. Czerpie zarówno z tradycji amerykańskiej, jak i europejskiej. Jest ciekawą mieszanką składników pochodzących z dwóch kontynentów, ale w wykonaniu lokalnym, gomeryjskim. Do charakterystycznych potraw należą tutaj zupy. Większość z nich jest warzywna lub wytwarzana z owoców rosnących na La Gomerze. Na pierwsze danie warto zamówić potaje de berros – popularną gęstą zupę. Zawiera ona dużo warzyw i jest bardzo syta. Główny jej składnik stanowi rukiew wodna (hiszp. berro de agua). Potaje de berros jest lekko pikantna, serwuje się ją często w naczyniu wykonanym z drewna sosnowego. Sama rukiew wodna została umieszczona przez Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention – CDC) na pierwszym miejscu w rankingu zdrowej żywności ze względu na dużą zawartość składników odżywczych. Wśród drugich dań popularnością cieszą się m.in. pescado del día (ryba dnia), conejo con salsa de almendras (królik w sosie migdałowym) lub cabrito embarrado (jagnięcina z rusztu, marynowana w sosie z czosnku, kminku, rozmarynu, oregano, pieprzu, papryki, liści laurowych i migdałów). Ryby i mięsa podaje się często z niezmiernie aromatycznym sosem mojo hervido (mieszanina czosnku, ostrej papryki, kminku, liści laurowych i oliwy, przed podaniem zagotowana). Za wielki przysmak uchodzą też doskonałe gomeryjskie sery wędzone. Wytwarzane z surowego koziego mleka zmiksowanego z owczym stanowią jeden z najbardziej prestiżowych produktów gastronomicznych Wysp Kanaryjskich. Mają wyrazisty, pikantny smak i dostępne są w trzech wariantach: młodym, półdojrzałym i dojrzałym. Zresztą z gotowych do spożycia serów można wytworzyć inne typowe produkty, jak np. pastę almogrote, która smakuje wyśmienicie ze świeżym chlebem lub grzankami.
Poza wymienionymi powyżej typowymi potrawami degustowałem także inne wspaniałości. W miejscowości Hermigua na północy wyspy, szczycącej się najlepszym klimatem na świecie, w restauracjach podają świetne ośmiorniczki albo mój osobisty prawdziwy hit – krewetki z czosnkiem w gotującym się oleju. Serwują je w niewielkim naczyniu. Olej w nim skwierczy i bulgocze tak, że macie wrażenie, jakbyście jedli prosto z patelni. Wszędzie napijemy się pysznej kawy za jedyne 80 eurocentów! Do tego podawane są wyśmienite ciastka: z figami, mango, orzechowe czy migdałowe. La Gomera słynie z doskonałych słodyczy i wypieków. Koniecznie trzeba spróbować alfajores – tradycyjnie przygotowywanych z mąki, miodu, migdałów oraz przypraw, np. cynamonu, kruchych ciastek z kajmakiem, torta de vilana – biszkoptu z kanaryjskimi ziemniakami lub batatami, migdałami i rodzynkami, czy torta de cuajada – rodzaj sernika. Typową polewę i jednocześnie najważniejszy słodki produkt z La Gomery stanowi miód palmowy (hiszp. miel de palma). Jest to skondensowany sok z wierzchołka endemicznego daktylowca kanaryjskiego. Dużą popularnością cieszą się również kruche ciasteczka o smaku migdałowym.
Z lokalnych trunków dobrze smakują delikatne i przyjemne dla podniebienia białe wina, np. Cumbres de Garajonay (produkowane przez Bodegę Insular de La Gomera), Montoro (od C.B. Montoro) czy Los Roquillos (z Vinos Roque Cano). Na koniec posiłku warto spróbować gomerón – mocnego alkoholu ze sfermentowanego syropu palmowego (guarapo) i miodu, tudzież aguardiente, czyli pierwszego trunku, który powstaje z melasy, używanego zazwyczaj jako baza do wytwarzania rumów.
Z PÓŁNOCY NA POŁUDNIE
Północną część wyspy przecinają zielone wąwozy, na zboczach których wyrastają palmy. W gomeryjskich barrancos usytuowane są białe wioski. Żyzną, zieloną dolinę Hermigua porastają bananowce i winorośle. W dole ciągnie się miasteczko o tej samej nazwie złożone m.in. z osad Valle Alto (Górna Dolina) i Valle Bajo (Dolna Dolina). Górna część miasta szczyci się Klasztorem św. Dominika (Convento de Santo Domingo de Guzmán), którego dzieje sięgają 1598 r., z pięknym barokowym ołtarzem, drewnianym chórem i sufitem utrzymanym w stylu mudéjar. Nic więc dziwnego, że temu obszarowi nadano nazwę El Convento, czyli Klasztor. To właśnie tutaj zaczyna się ponad 400-letnia historia miejscowości Hermigua. To punkt wyjścia do rozwoju urbanistycznego, demograficznego i ekonomicznego całej doliny. Poza tym dominikański klasztor był ważnym ośrodkiem kultury, w którym uczono czytania i pisania oraz prowadzono zajęcia z gramatyki, retoryki i teologii. Osoby lubiące dobrą kuchnię mogą wstąpić do „Molino de Gofio Artesanal”, gdzie można zobaczyć proces przygotowywania gofio, czyli mąki wytwarzanej z prażonych zbóż, zwłaszcza jęczmienia, pszenicy i kukurydzy, oraz niektórych roślin strączkowych, takich jak ciecierzyca i fasola. Na koniec wizyty warto skosztować tego lokalnego produktu, najlepszego na Wyspach Kanaryjskich, stosowanego jako środek na przeziębienie i wzmacniającego odporność, popijając go słodkim winem i wznosząc toast za nasze zdrowie, jak niegdyś czynili Guanczowie. Warto też wstąpić do miejscowego Museo Etnográfico de La Gomera. Na spragnionych oceanu czekają dwie ładne plaże – większa Playa de Santa Catalina, na której znajduje się także basen ze słoną wodą, oraz mniejsza Playa de La Caleta, uchodząca za jedną z najciekawszych na wyspie. Sam dojazd do tej ostatniej stanowi prawdziwą ucztę dla oczu. Na końcu czeka na nas nagroda w postaci beach baru, który przyciąga koty różnej maści o niebieskich oczach.
Kolejne niezmiernie malownicze miasteczko na północy to Agulo, położone nad stromym klifem, między dolinami Hermigua i Vallehermoso. Zachwycają tutejsze wąskie uliczki, bogato ukwiecone ogrody, a przede wszystkim przepiękna panorama wybrzeża La Gomery ze spektakularnym widokiem na wulkan Teide i Teneryfę. Warto dotrzeć do głównego placu miejscowości, przy którym wznosi się Kościół św. Marka Ewangelisty (Iglesia de San Marcos Evangelista). W porze wiosennej ze skały, pod którą leży Agulo, spływa wodospad, a w niesamowitym punkcie widokowym Mirador de Abrante (620 m n.p.m.) znajduje się przytulna restauracja, pracujący w niej kelnerzy na życzenie zademonstrują nam silbo gomero.
Mirador de Abrante ulokowany na szczycie północnego klifu wyspy nie jest zwyczajnym miejscem. Ma unikatową architekturę i cieszy się zasłużoną międzynarodową sławą. Przedłużeniem skrajnego punktu widokowego jest 7-metrowa platforma z przeszkloną podłogą, po której mogą chodzić osoby, którym nie brakuje odwagi. Będą się czuły niczym zawieszone w powietrzu, a ich oczom ukażą się cudowne sielskie pejzaże Wysp Kanaryjskich. Niestety nie można w tym miejscu przebywać zbyt długo, ponieważ najczęściej jest kolejka chętnych do podziwiania rozciągających się stąd spektakularnych widoków. Jeżeli nam mało, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy weszli ponownie. Gdy spojrzymy w dół przy bezchmurnym niebie, zobaczymy skupiska domów i tarasy rolne w Agulo, rozmieszczone pomiędzy pionowymi klifami i wodami Oceanu Atlantyckiego. W oddali majaczy Teneryfa. Do punktu widokowego nie dotrzemy jednak autobusem, ponieważ mirador znajduje się z dala od głównych dróg.
Po drodze z Agulo do Vallehermoso natkniemy się na niewielkie skupisko tradycyjnych kanaryjskich domów – osadę Tamargada, która należy do najbardziej obfotografowanych miejsc na La Gomerze. Uwagę przyciągają tu poza tym strome zielone zbocza oraz skalne tarasy porośnięte bananowcami i palmami. Leżącą na północnym zachodzie wyspy dolinę (valle) można nazwać piękną (hermoso). Stąd właśnie wzięła się nazwa Vallehermoso. Odnosi się ona także do niewielkiej (ok. 3 tys. mieszkańców) miejscowości usytuowanej mniej więcej w połowie doliny. Położona 4 km stąd potężna, charakterystyczna skała Roque Cano, którą według słów lokalnego poety: Bóg postawił na pięknej doliny straży, aby nikt dotknąć się jej nie odważył, zwraca szczególną uwagę wszystkich turystów. Wytworzone siłami natury niesamowite bazaltowe klify na północy La Gomery porównuje się często do kościelnych organów. Stąd też wzięła się ich nazwa Los Órganos. Robią one ogromne wrażenie swoją wielkością. Szerokie na 200 m i wysokie na 80 m potężne bazaltowe słupy, powstałe w wyniku powolnego pękania stygnącej lawy, tworzą spektakularny widok, którego nie zobaczymy w żadnej innej części Wysp Kanaryjskich. Jednak żeby zobaczyć ten cud natury, trzeba pojechać do portu w Valle Gran Rey, a stamtąd wyruszyć statkiem lub łodzią, należącymi do jednej z trzech marek: Speedy Adventure, Excursiones Tina albo Excursiones Yani. Formację widać tylko od strony oceanu, ponieważ jest usytuowana pod klifem o wysokości blisko 700 m. W czasie takiej wycieczki można zobaczyć delfiny (a nawet wieloryby!) oraz wykąpać się w spokojnej zatoczce podczas mniej więcej godzinnego postoju.
Do najdalej wysuniętej na północ części wyspy prowadzi kręta i wyboista droga, która może co prawda odstraszać, jednak po ok. 3 km wertepów zmienia się w przyzwoitą szosę. Osada Arguamul koło Vallehermoso stanowi jedno z najpiękniejszych miejsc na La Gomerze. Jest też bodajże najrzadziej odwiedzana przez turystów, a przez to najspokojniejsza. Niedaleko znajdują się dwie kamieniste, niemal bezludne plaże: Playa de Arguamul oraz Playa del Remo. Kąpiel tutaj, ze względu na liczne skały i silne prądy morskie, może być jednak niebezpieczna. Chciałoby się zostać w Arguamul na dłużej, ale jedyny nocleg w tej osadzie na końcu świata stanowi Casa Rural Arguamul z miejscami dla zaledwie trzech gości.
Kolejnym punktem na naszej mapie może być senna Alojera, ukryta pośród palm w zielonej dolinie między czerwonymi wzgórzami. Nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie fakt, że na końcu długiej drogi prowadzącej w dół zachodniego wybrzeża wyspy rozciąga się najprawdopodobniej najpiękniejsza plaża na wyspie – Playa de Alojera.
W DOLINIE WIELKIEGO KRÓLA
Krajobraz na południowym zachodzie La Gomery jest zupełnie inny. Dominują tutaj wypalone słońcem stoki porośnięte aloesem, nagie wąwozy, zielone doliny i rozlokowane wśród palm tradycyjne kamienne domki. Na południu wyspy niemal zawsze panuje dobra pogoda i praktycznie przez okrągły rok świeci słońce. To wymarzone miejsce dla miejscowości turystycznych, jakimi są Valle Gran Rey i Playa de Santiago. Imponująca Valle Gran Rey, czyli Dolina Wielkiego Króla, zwracająca uwagę skalistymi i stromymi zboczami oraz soczyście zielonymi uprawnymi tarasami, stanowi bez wątpienia jedno z najpiękniejszych miejsc na La Gomerze. To zapewne dlatego tę malowniczą część wyspy wybrał na swoją siedzibę uważany za największego gomeryjskiego króla Hupalupa, bohater rebelii Gomerów w 1488 r. Na jego cześć nazwano to miejsce Valle Gran Rey. W Dolinie Wielkiego Króla urzekają zapierające dech w piersiach widoki. Można je podziwiać z kilku tutejszych punktów widokowych (miradores). Jeśli jednak pragniemy zrobić niezwykłe zdjęcia, czasem potrzeba paru podejść. A to światło nie takie, innym razem pora nieodpowiednia… Z punktu widokowego Mirador César Manrique (znanego też jako Mirador El Palmarejo), utrzymanego w charakterystycznym stylu narzuconym przez tego pochodzącego z Lanzarote malarza, rzeźbiarza i architekta, roztacza się niesamowity widok na Valle Gran Rey.
NA TROPIE WALENI
Myślicie, że najlepsze fiesty na Kanarach są tylko na Teneryfie? Otóż nie… Zajrzyjcie latem (15 sierpnia i 8 września) do malutkiej miejscowości Chipude w gminie Vallehermoso, która jest miejscem barwnych festynów i procesji na cześć Matki Boskiej z Candelarii (Virgen de la Candelaria, Nuestra Señora de Candelaria), patronki Wysp Kanaryjskich. Z kolei od 1872 r., co pięć lat, obchodzi się tzw. Zejście Matki Boskiej z Guadalupe (Bajada de la Virgen de Guadalupe) z jej sanktuarium w Puntallana aż do stolicy La Gomery – San Sebastián de La Gomera. Widowiskowe wydarzenie rozpoczyna się w poniedziałek po pierwszej sobocie października. Początek fiesty jest niezmiernie malowniczy – rybacy przewożą drogą morską figurkę Matki Boskiej z sanktuarium (Ermita y Santuario de Nuestra Señora de Guadalupe) do stolicy wyspy. Ostatnia bajada odbyła się w 2018 r., a kolejna będzie miała miejsce w 2023 r. Patronka La Gomery, Matka Boża z Guadalupe (Virgen de Guadalupe, Nuestra Señora de Guadalupe), objawiła się w przybrzeżnej jaskini w XVI stuleciu. Przepływający obok wyspy żeglarze, będący w drodze do Ameryki, zauważyli wiele jasnych świateł wydobywających się z groty. Zwabieni nimi postanowili zejść na ląd i znaleźli w jaskini małą figurę Matki Bożej z synem w ramionach.
Na południu warto także odwiedzić El Cercado, gdzie zobaczymy proces wytwarzania tradycyjnej ceramiki (w Centro de Interpretación – Las Loceras). Na naszych oczach lokalni twórcy wyczarują w glinie pękate dzbany o finezyjnych kształtach. Jeśli marzy się nam plażowanie, to warto odwiedzić m.in. plażę w Playa de Santiago (z ciemnym piaskiem i drobnymi kamieniami), która jest jedną z najdłuższych na La Gomerze. Dzięki pobliskim podwodnym jaskiniom stanowi również doskonałe miejsce dla miłośników nurkowania. Playa de Santiago jeszcze na początku XX w. była małą rybacką wioską, ale obecnie zmieniła się w jeden z dwóch kurortów wyspy. Na blisko kilometrowej plaży miejskiej jest co prawda trochę więcej ludzi, ale na pewno daleko tutaj do masowej turystyki. W miejscowości można też poczuć powiew wielkiego świata… Wystarczy zagrać w golfa na pięknym polu Tecina Golf (usytuowanym na wzgórzu Lomada de Tecina), które poza tradycyjnymi 18 dołkami oferuje niezapomniane widoki na sąsiednią Teneryfę i wulkan Teide. Obiekt ten, uważany za jeden z trzech najlepszych tego typu na Wyspach Kanaryjskich, znajduje się ok. 300 m od 4-gwiazdkowego Hotelu Jardín Tecina. To prawdziwy raj dla osób kochających nieskażoną przyrodę i szum oceanu. Idealne miejsce dla amatorów aktywnych wakacji. Hotel ma jednak inny charakter niż kameralne casas rurales, typowe dla La Gomery. Jardín Tecina ostentacyjnie góruje nad zachwycającym nadmorskim klifem. Ale bez wątpienia roztacza się z niego przepiękny widok na mały port rybacki i Teneryfę z Pico del Teide. Obiekt położony na terenach dawnej plantacji bananowców, w jednym z najbardziej słonecznych miejsc wyspy, przypomina kanaryjską wioskę. Mimo dużych rozmiarów jest kameralny, a jego wygodne budynki połączone alejkami otacza wielki, wypielęgnowany ogród botaniczny o powierzchni 70 tys. m² z trawnikami, hibiskusami, bugenwillami, palmami i ponad 50 gatunkami roślin ze wszystkich stron świata. Na gości hotelowych czeka m.in. pięć eleganckich basenów, cztery bary i siedem restauracji, klub plażowy, pięć kortów tenisowych, centrum Spa Ahemon, salon piękności, dyskoteka i pole golfowe. To może być niezmiernie interesujące miejsce dla miłośników natury, sportu, relaksu i rozrywki. Do tego wszystkiego należy wspomnieć o świetnej kuchni, urozmaiconych bufetach (przyjaznych m.in. weganom), siłowni i… mamy prawdziwy pakiet all inclusive!
Największe emocje wywołuje we mnie jednak myśl o planowanym spotkaniu z wielorybami w Tenerife–La Gomera Whale Heritage Site. Obszar ten, słynący m.in. z występującej na nim znaczącej populacji grindwali oraz innych gatunków waleni, zajmuje powierzchnię 2 tys. km². Natknięcie się na te olbrzymie ssaki było od dawna moim wielkim marzeniem, w którego spełnienie nie do końca wierzyłem… Niestety, okazało się, że miałem rację – nie ujrzeliśmy wielorybów. Trzeba mieć szczęście, żeby akurat przepływały w pobliżu. Ale i tak czuję się hojnie obdarowany przez los. Otóż natrafiliśmy na inne niesamowite ssaki morskie – delfiny butlonose. Na spotkanie z nimi wyruszamy niedużym statkiem z portu w Valle Gran Rey, bacznie wypatrując ich z pokładu. Przypomina mi to prawdziwe safari. W pewnej chwili ukazują się nam sympatyczne butlonosy, jednak rzadko się zdarza, żeby podpłynęły blisko. Jeśli chcecie zrobić dobre zdjęcia, przyda się aparat z niezłym teleobiektywem. Delfiny baraszkują w oceanie – raz płyną majestatycznie, powoli, innym razem rozpędzają się jak torpedy, na przemian nurkując i wynurzając się. W czystych wodach zatoki Playa de Santiago i Valle Gran Rey tych ssaków występuje bardzo dużo. I choć niektóre okazy mają po blisko 4 m i wagę do 650 kg, a butlonosy zaliczają się do najszybszych waleni – osiągają prędkość ok. 35 km/godz. – w żadnym stopniu nie są groźne dla ludzi. Cała La Gomera z wodami przybrzeżnymi stanowi od lipca 2012 r. Rezerwat Biosfery UNESCO, po którym pływają sobie spokojnie żółwie morskie. W czasie postoju w niewielkiej i bezpiecznej zatoczce kąpiemy się razem z nimi w oceanie…
Playa de La Calera (znana także jako Playa Gran Rey) oraz Playa de La Puntilla, usytuowane obok miasteczka Valle Gran Rey, uchodzą za jedne z najlepszych plaż na wyspie. Przy tej drugiej zwraca uwagę ogromny posąg gomeryjskiego wojownika Hautacuperche, który w czasie rebelii Gomerów w 1488 r., wykazując się olbrzymią odwagą, zabił hiszpańskiego gubernatora wyspy Hernana Perazę Młodszego (ok. 1450–1488). Dla rodzin z dziećmi polecana jest znajdująca się w pobliżu niewielka piaszczysta plaża przy bardzo spokojnej i osłoniętej od wiatru płytkiej zatoczce – Playa Charco del Conde.
Wewnątrz Doliny Wielkiego Króla leży jeszcze kilka niedużych miejscowości, z których większość, jak choćby La Calera, La Playa, La Puntilla, Vueltas czy Borbalán, ulokowała się na samym wybrzeżu. To właśnie tutaj znajduje się najwięcej apartamentów i hoteli oraz atrakcji turystycznych. Co ciekawe, wyższe partie doliny zamieszkiwane są przez wyspiarzy, którzy na skalnych tarasach uprawiają bananowce i winorośle.
Port lotniczy La Gomera (Aeropuerto de La Gomera) znajduje się na południu wyspy, na terenie gminy Alajeró, ok. 35 km od stolicy – San Sebastián de La Gomera. Lądują tu samoloty linii Binter Canarias (z Gran Canarii i północnej Teneryfy). Stolica gminy – miasteczko Alajeró – wyróżnia się stromymi uliczkami i tradycyjnymi kamiennymi domkami pośród palm. Wokół niej rozciągają się pola uprawne, tak żyzne, że okolice nazywane są przez mieszkańców „spichlerzem La Gomery“.
W STOLICY CZAS SIĘ ZATRZYMAŁ
Po wyjściu z promu możecie być nieco zdziwieni tym, że liczące obecnie ok. 9 tys. mieszkańców San Sebastián de La Gomera, założone ok. 1440 r., wygląda praktycznie niemal tak samo, jak za czasów Krzysztofa Kolumba (1451–1506), który zatrzymał się tutaj na kilka dni w sierpniu, wrześniu 1492 r., aby uzupełnić zapasy w drodze do Nowego Świata. Ma to jednak swoje atuty – administracyjna, historyczna i ekonomiczna stolica wyspy nie jest pozbawiona uroku niewielkiego, wręcz prowincjonalnego miasteczka, w którym życie płynie wolniej. Jej klimat tworzą wąskie uliczki, niewysokie kolorowe domki, rozlokowane na okolicznych wzniesieniach, dwie miejskie plaże (Playa de San Sebastián i Playa de la Cueva), a także interesujące zabytki. Jeśli nie wiecie od czego zacząć, warto wspiąć się na Mirador de la Hila. Rozpościera się stąd przepiękny widok na port i skupisko pastelowych domków. W centrum miasteczka znajdują się dwa place: Plaza de Las Américas oraz Plaza de la Constitución z wawrzynami indyjskimi. Przy tym pierwszym miejscu wznosi się reprezentacyjny gmach Ratusza (Ayuntamiento) oraz kilka sympatycznych kawiarenek i restauracji. Z kolei przy Placu Konstytucji stoi m.in. Casa de la Aguada (Casa de la Aduana, Pozo de la Aguada), inaczej Casa Condal – Dom Hrabiego. Na wewnętrznym dziedzińcu zorganizowana jest ciekawa ekspozycja poświęcona podróżom Krzysztofa Kolumba do Ameryki. Znajdziemy tu również historyczną studnię (hiszp. pozo). Ponoć towarzysze słynnego odkrywcy właśnie z niej zaczerpnęli wody, którą potem ochrzcili nowo odkryty kontynent. Dzisiaj przypomina o tym napis: Con este agua se bautizó América, año 1492, czyli „Tą wodą ochrzczono Amerykę, rok 1492”.
Jeśli macie ochotę pospacerować trochę po San Sebastián de La Gomera, to od Plaza de la Constitución zaczyna się główny deptak. Calle Real, nazywana też Calle del Medio, zaprasza m.in. do punktu informacji turystycznej (Oficina de Turismo de San Sebastián de La Gomera). Wzdłuż tej ulicy wznoszą się typowe kanaryjskie kamienice, a w jej pobliżu, między calle República de Panamá i Torres Padilla, stoi Kościół Wniebowzięcia (Iglesia Matriz de la Asunción), w którym miał modlić się Krzysztof Kolumb przed wyruszeniem w podróż do Ameryki. Obecna trójnawowa świątynia łączy w sobie elementy architektury gotyckiej, barokowej i mudéjar, a zbudowano ją w XVIII w., wykorzystując ocalałe elementy z pierwotnego gotyckiego kościoła z XV stulecia, zniszczonego wskutek ataków brytyjskich i północnoafrykańskich piratów. Z Krzysztofem Kolumbem związany jest także Dom Kolumba (Casa de Colón), w którym ponoć nocował podczas pobytu na La Gomerze, chociaż w rzeczywistości nie ma jednoznacznych dokumentów to potwierdzających. Dzisiaj w tym historycznym budynku mieści się nieduże muzeum, gdzie można zobaczyć wystawę ceramiki z czasów prekolumbijskich. San Sebastián de La Gomera zajmuje dość małą powierzchnię i tę klimatyczną stolicę wyspy codziennie można przejść spokojnie po kilka razy wzdłuż i wszerz. Z pewnością warto udać się do przyjemnego parku naprzeciwko głównej miejskiej plaży – Playa de San Sebastián. Stoi tutaj 15-metrowa Wieża Hrabiego (Torre del Conde), wzniesiona w latach 1447–1450, jeden z najstarszych budynków na wyspie, najlepiej zachowany przykład architektury wojskowej. Kiedy w XVI stuleciu przybyli na La Gomerę piraci, nie mogli powstrzymać śmiechu na widok tak mało solidnej budowli obronnej. Jednakże powstała w stylu późnego gotyku wieża służyła wyłącznie do obrony przed tubylcami, uzbrojonymi jedynie w łuki i dzidy, a do tego nadawała się doskonale. Na trzech piętrach mieści się obecnie ekspozycja dokumentów przedstawiających historię Torre del Conde i całej wyspy. W Wieży Hrabiego przez pewien czas ukrywała się, czekając na odsiecz, żona zabitego przez zbuntowanych Gomerów gubernatora wyspy, Hernana Perazy Młodszego – Beatriz de Bobadilla y Ulloa (1462–1504).
Z parku, z którego rozpościera się górzysta panorama San Sebastián de La Gomera, niedaleko jest do dwóch czarnych plaż miejskich. Pierwsza z nich to Playa de San Sebastián, zlokalizowana przy samym porcie. Drugą stanowi Playa de la Cueva. Ukrywa się ona za malowniczym skalistym cyplem, na wschód od portu. Przy sprzyjających warunkach pogodowych widać stąd Teneryfę i majestatyczny wulkan Teide. Można się także wybrać na piękną i spokojną plażę Abalos (Playa Abalos). Leży ona na wschód od miasta, blisko Barranco de Abalos. Kolejny pomysł na udany odpoczynek stanowi wizyta na jeszcze bardziej oddalonej, najdłuższej w tej części wyspy (ok. 650-metrowej) Plaży Orła (Playa del Águila).
JAK SIĘ TU DOSTAĆ
Dotarcie na La Gomerę z Polski zajmuje praktycznie jeden dzień. Samolotem należy dolecieć na południe Teneryfy (np. linią Wizz Air, lot trwa do 5,5 godz.). Potem najłatwiej dopłynąć do San Sebastián de La Gomera promem jednego z dwóch armatorów obsługujących połączenia z portem Los Cristianos – Fred. Olsen lub Naviera Armas. Ponieważ rozkład się zmienia, dobrze jest wcześniej sprawdzić go na stronach internetowych przewoźników (www.fredolsen.es; www.navieraarmas.com). Według reklamy firmy Fred. Olsen trasę z Los Cristianos na Teneryfie na La Gomerę pokonuje się w ok. 50 min. Mowa tutaj jednak o samym rejsie, gdyż doliczając jeszcze czas potrzebny na odbicie od brzegu oraz przycumowanie, okazuje się, że przeprawa trwa jakąś godzinę. Nieco wolniejsze jednostki pływające pod banderą Naviera Armas są trochę tańsze.
Już sama przeprawa komfortowym promem, szczególnie kiedy odbywa się za dnia, dostarcza niezapomnianych wrażeń. Można wyjść wówczas na otwarty pokład, z którego roztacza się spektakularna panorama La Gomery, a także Teneryfy i górującego nad oceanem wulkanu Teide, widocznego przy dobrej pogodzie w całej okazałości. Na szybkich katamaranach należących do marki Fred. Olsen trzeba jednak uważać. Wyjście na pokład od strony burt jest na nich zabronione. Ze względu na ogromną prędkość można zostać zmiecionym do wody. Dlatego też pasażerowie żądni pięknych widoków gromadzą się na rufie, a inni umilają sobie krótką podróż, delektując się posiłkiem w restauracji.
Z północnej części Teneryfy lub Gran Canarii na La Gomerę latają także samoloty. Niewielkie lotnisko (Aeropuerto de La Gomera – GMZ) usytuowane jest na południu wyspy, ok. 3 km na zachód od miejscowości Playa de Santiago. Obsługuje loty kanaryjskiej linii Binter (www.bintercanarias.com).
TYLKO DLA ORŁÓW
La Gomera to niewielka wyspa, dlatego można zjechać ją całą w ciągu kilku dni. Do wyboru są: komunikacja autobusowa, wynajem samochodu lub taksówki oraz oczywiście rower, skuter, motocykl lub własne nogi. Należy jednak wziąć pod uwagę, że chociaż odległości w linii prostej między gomeryjskimi miejscowościami nie należą do dużych, to jak to w przypadku górzystych terenów bywa – podróż zajmuje o wiele więcej czasu. Wypożyczając auto, co stanowi najwygodniejszy i dość tani sposób poruszania się po wyspie, trzeba pamiętać, że jazda nim nie jest tu łatwa ze względu na kręte i miejscami wąskie drogi. Na pewno trzeba prowadzić bardzo ostrożnie, z rozwagą i pohamować fantazję za kierownicą, żeby uniknąć zderzenia. Taksówki na La Gomerze są stosunkowo drogie. Z kolei przemierzanie wyspy autobusami (najtańszy wariat) zajmuje sporo czasu i pozwala dotrzeć tylko do głównych miejscowości. Najlepiej wybrać wówczas na bazę wypadową miasto San Sebastián de La Gomera, które jest dogodnie położone i oferuje liczne połączenia.
GDZIE SPAĆ
W przeciwieństwie do Teneryfy czy Gran Canarii obiekty noclegowe usytuowane na La Gomerze należą do zdecydowanie bardziej kameralnych. Dużą popularnością cieszą się niewielkie, rodzinne pensjonaty, hotele i apartamenty urządzone w starych, wiejskich gospodarstwach – tzw. fincas. To klimatyczne rezydencje, domy lub hacjendy położone zazwyczaj poza terenami zabudowanymi. Apartamenty na La Gomerze buduje się obecnie często na wzór dawnych posiadłości. Istnieją również oczywiście komfortowe, pełne luksusów hotele (wyróżnia się tutaj zwłaszcza 4-gwiazdkowy Hotel Jardín Tecina, www.jardin-tecina.com).
Niezależnie od tego, jaki rodzaj zakwaterowania wybierzemy, pobyt na tej cichej i spokojnej wyspie będzie stanowił alternatywę dla masowej turystyki. La Gomera z pewnością zapada głęboko w pamięć, tak mocno, że pragnie się na nią jak najszybciej wrócić.



