W najświeższym, wiosenno-letnim, rekordowym, aż 332-stronicowym wydaniu magazynu „All Inclusive” w dziale „EuroPodróże” Łukasz M. Mikosz, Prezes Zarządu Europejskiego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Turystycznych (ESPT), dzielący życie pomiędzy Polskę i Norwegię, aktywnie uczestniczący w wydarzeniach turystycznych w obu krajach, zaprasza nas na pełną atrakcji wycieczkę na Lofoty, do Narwiku i Tromsø – tam gdzie czekają na nas spektakularne arktyczne widoki. Poniżej zamieszczamy początek jego niezmiernie interesującego artykułu. Cały tekst o atrakcjach, niespodziankach i spokoju Lofotów, Narwiku i Tromsø można przeczytać na str. 246–255 najnowszego, wiosenno-letniego numeru magazynu „All Inclusive”, który dostępny jest pod tym linkiem: https://www.all-inclusive.com.pl/najnowszy-numer/

Zapraszamy z całego serca do wciągającej lektury! Łukasz M. Mikosz pisze, że: „Lofoty (Lofoten) leżą daleko na północy Norwegii, za kołem podbiegunowym. Na mapie archipelag wygląda jak zbiór ostrych, poszarpanych wysp rzuconych na zimne morze – i taki jest w rzeczywistości. Góry wyrastają tu niemal pionowo z wody, a między nie wciskają się małe zatoki, plaże o jasnym piasku i rybackie wioski, które wyglądają, jakby ktoś je ustawił pod idealne kadry do zdjęć. Tyle że te „pocztówki” nie są wymyślone. One po prostu istnieją. Pierwsze wrażenie po przyjeździe jest zaskakujące. Człowiek spodziewa się surowej Arktyki, a dostaje krajobraz pełen kontrastów: ostre granie odbijające się w spokojnej tafli fiordów, zielone doliny kończące się nagle białą plażą, czerwone domki rybackie stojące tuż nad wodą. Wszystko jest blisko. Widoki zmieniają się co kilka minut jazdy, a każde zatrzymanie samochodu wydaje się rozsądne – to słynne „na chwilę”, które na Lofotach prawie zawsze kończy się dłuższą przerwą. Jeśli miałbym powiedzieć, co najbardziej wyróżnia ten archipelag, wskazałbym światło. Latem słońce nie zachodzi, tylko zatrzymuje się nisko nad horyzontem, miękko podświetlając krajobraz przez całą noc. Trudno opisać uczucie, gdy zegarek pokazuje późną godzinę, a wokół nadal jasno, spokojnie i jakby… poza czasem. Jesienią i zimą wszystko się zmienia – dni stają się krótkie, barwy bardziej stonowane, a noc potrafi nagrodzić cierpliwych tańczącą nad górami zorzą polarną. To dwa zupełnie różne światy w tym samym miejscu. Lofoty nie są przewidywalne. Pogoda potrafi zmienić się w kilkanaście minut, a wiatr szybko przypomina, że morze zawsze było tutaj ważniejsze niż ląd. Plan dnia układa się pod warunki, nie odwrotnie. I może właśnie dlatego tak łatwo poczuć, że jest się naprawdę „w drodze”, a nie tylko na wyjeździe. Lofoty nie próbują się przypodobać. One po prostu są – surowe, piękne, czasem niewygodne. I dokładnie za to zostają w pamięci na długo po powrocie.”

I kończy swój szalenie ciekawy artykuł w takiż sposób: „Pisząc o Lofotach, Narwiku i Tromsø, mam z tyłu głowy jedną myśl: północ Norwegii nie daje się zamknąć ani w zdjęciach, ani w planie podróży, ani nawet w najlepiej napisanym tekście. Można opisać krajobrazy, wskazać trasy, polecić miejsca, ale i tak najważniejsze dzieje się gdzieś pomiędzy. W tej ciszy, która nagle okazuje się pełna znaczeń. W świetle, które potrafi zatrzymać człowieka w pół kroku. W przestrzeni, która nie przytłacza, tylko porządkuje myśli. Nie przyjeżdża się tutaj wyłącznie po to, żeby coś zobaczyć, lecz również po to, aby coś poczuć. Czasem spokój, czasem zachwyt, czasem pokorę wobec natury, a czasem po prostu ulgę, że świat wciąż ma w sobie przestrzenie tak prawdziwe, surowe i nieprzekłamane. Dla mnie północ Królestwa Norwegii zawsze stanowiła coś więcej niż tylko kierunek na mapie. To część naszego globu, która przypomina, że nie wszystko musi być głośne, szybkie i natychmiastowe, aby robiło wrażenie. Czasem najmocniej zostają w człowieku właśnie te chwile najprostsze: postój przy drodze bez planu, kawa z widokiem na fiord, siedzenie na ławce nad wodą, gdy nic się nie dzieje, a jednak ma się poczucie, że dzieje się bardzo dużo.

I może właśnie dlatego tak łatwo chce się tu wracać. Nie po to, żeby „zaliczyć” więcej. Raczej po to, aby jeszcze raz poczuć ten szczególny rodzaj ciszy, światła i przestrzeni, który zostaje w człowieku na długo po powrocie. Bo Lofoty, Narwik i Tromsø nie są tylko miejscami, które się odwiedza. To miejsca, w których zostawia się cząstkę siebie.”

Czytaj dalej na: https://www.all-inclusive.com.pl/lofoty-narwik-i-tromso-arktyczne-widoki-ktore-istnieja-naprawde/