ALINA WOŹNIAK

Ten „kraj zachodzącego słońca” smagany jest bryzą znad Morza Śródziemnego i suchymi wiatrami Sahary, doświadczony burzliwą historią – zarówno starożytną, jak i współczesną, przepełniony tradycją, ale i otwarty na świat, pulsujący życiem kurortów i gwarem w medinach, uśpiony ciszą bezkresnych piasków. Tunezja mieni się w promieniach słonecznych, uwodząc całą paletą kolorów, dla których przybywali tu poeci i malarze, później filmowcy, a wraz z nimi rzesze turystów z całego globu. Niestety, ostatnie zawirowania w tym regionie świata studzą nieco zapał do jego odwiedzenia. Republika Tunezyjska jest jednak nadal bezpieczna dla gości, którzy – jak zresztą zawsze – są mile widziani w jej gościnnych progach.

W 2010 r. ten kraj w Afryce Północnej odwiedziło 7 mln turystów. Ich liczba spadła wyraźnie po tzw. rewolucji jaśminowej (17 grudnia 2010 r. – 14 stycznia 2011 r.). W pierwszym kwartale tego roku przybyło do Tunezji 2,6 mln gości zza granicy. Zaczęło to wyglądać optymistycznie, ale w wyniku doniesień prasowych o burzliwych wydarzeniach w pobliskim Egipcie liczba rezerwacji znów się zmniejszyła. Obecnie trwa walka o powrót wczasowiczów, bowiem turystyka stanowi niezmiernie ważną gałąź tunezyjskiej gospodarki (zapewnia 7 proc. dochodu narodowego brutto, daje pracę dla ok. 400 tys. osób).

 

Nic dziwnego, że władze Tunezji dbają bardzo o ten sektor. Mimo obecnego kryzysu ekonomicznego i zawirowań politycznych, nie zaprzestano inwestycji hotelowych, modernizowane są starsze obiekty. Trwają też kampanie marketingowe mające przywrócić wizerunek Republiki Tunezyjskiej jako kierunku wakacyjnego przyjaznego i bezpiecznego dla turystów. Tunezja została krajem partnerskim listopadowych XXI Międzynarodowych Targów Turystycznych TT Warsaw. Z tej okazji zaplanowano wizytę w Warszawie tunezyjskiego ministra turystyki. Polacy, którzy jeszcze nie tak dawno licznie (w liczbie 200 tys. rocznie) odwiedzali to pełne atrakcji państwo w Afryce Północnej, znów zaczynają do niego wracać.  

 FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE

Śnieżnobiałe zabudowania Hammametu na tle Morza Śródziemnego

Śnieżnobiałe zabudowania Hammametu na tle Morza Śródziemnego

 

Morski raj

Od Tabarki na północnym zachodzie, poprzez półwysep Cap Bon (Al-Watan al-Kibli), wschodnie wybrzeże, aż po wyspę Dżerba (Jerba), Tunezja kusi miłośników plaż, słońca, sportów wodnych, golfa, rozrywek i zabiegów spa. Tutejsze hotele, otoczone wspaniałymi ogrodami, nawiązują do lokalnych tradycji architektonicznych, oszałamiają stylem, ogromną przestrzenią, oferują wszystko to, czego dusza zapragnie: piękne wnętrza, malownicze otoczenie, komfortowe warunki, bogate zaplecze sportowe, rekreacyjne i gastronomiczne. Ich gość ma się czuć niczym prawdziwy sułtan… Rzuca się to w oczy zwłaszcza w luksusowych obiektach. Przy wielu z nich powstały ośrodki talasoterapii (z gr. thalassa, czyli „morze”), w których zregenerujemy siły witalne, wzmocnimy organizm, staniemy się zdrowsi, zrelaksowani, młodsi i piękniejsi. Wszystko to za sprawą dobroczynnego działania morza, basenów, hammamów (łaźni tureckich), masaży, hydromasaży, okładów, gimnastyki, naparów i rozmaitych zabiegów spa. Lista tych ostatnich jest naprawdę długa… Wystarczy choćby wymienić peeling w hammamie, arabską depilację pastą cukrową czy relaksujący masaż z użyciem olejku z jaśminu (narodowego kwiatu Tunezji).

Polecam szczególnie kilkudniowe serie zabiegów (np. przeciwreumatycznych, antycellulitowych, wyszczuplających, relaksujących itp.), wówczas korzyści z nich płynące będą bardziej widoczne. W doborze najlepszych dla nas terapii pomoże profesjonalny personel – fizjoterapeuci, dietetycy, kosmetyczki i lekarze.  

Fantazyjne wnętrza ośrodków talasoterapii przywodzą na myśl antyczne termy i arabskie pałace. W ten sposób tradycji staje się zadość, wszak starożytni Rzymianie uwielbiali dbać o ciało i spotykać się w łaźniach. Natomiast Arabowie uczynili z hammamu prawdziwy symbol kultury islamskiej. Dziś tradycyjne łaźnie cieszą się nadal wielkim powodzeniem. Te znajdujące się w centrach talasoterapii wyróżniają się bardzo wysokim standardem i towarzyszącym im bogatym zapleczem, choćby w postaci basenów z wodą morską czy gabinetów odnowy biologicznej. Można w nich natknąć się na znanych biznesmenów, polityków i osobistości z pierwszych stron europejskich gazet. Zawinięci w ręczniki, w szlafrokach i klapkach są tu trudno rozpoznawalni przez pozostałych gości. 

 

Plażowe fascynacje

Kurorty tunezyjskie nie stanowią sztucznych enklaw, są zlokalizowane na obrzeżach miast lub sąsiadują bezpośrednio z nimi, stanowiąc nierzadko ich część. Tak jest choćby w przypadku najstarszego ośrodka wypoczynkowego – Hammametu, którego piękne wybrzeże styka się z zabytkowymi murami obronnymi. Turyści wprost z plaży i nadmorskich knajpek przenoszą się tu do starej mediny, na brukowane placyki i wąskie uliczki, aby kupić (oczywiście, po uprzednim targowaniu się) pachnidła, bębenki, ceramiczne naczynia albo tutejsze specyfiki, jak np. zachwalane jako najlepszy podarunek dla teściowej suszone skorpiony.

W Hammamecie bywali m.in. szwajcarsko-niemiecki malarz Paul Klee (1879–1940), francuski prozaik André Gide (1869–1951), irlandzki poeta i dramatopisarz Oskar Wilde (1854–1900), słynny brytyjski polityk Winston Churchill (1874–1965) czy aktorki Greta Garbo (1905–1990) i Sophia Loren. Inni zaś przeprowadzili się tutaj na stałe, biorąc przykład z rumuńskiego arystokraty i milionera Georgesa Sebastiana, który postawił okazałą willę w latach 20. XX w. (dziś dom kultury). W równie eleganckiej rezydencji mieszkał były włoski premier Bettino Craxi (1934–2000).

Najnowszą dzielnicą, turystyczną wizytówką miasta jest Yasmine, położona ok. 10 km od historycznego centrum. Znajdują się tu prestiżowe pola golfowe (również akademia golfa), korty tenisowe, port jachtowy, ośrodki jazdy konnej, wypożyczalnie sprzętu sportowego, park rozrywki Carthage Land, liczne komfortowe hotele przy plaży oraz restauracje i kawiarnie przy promenadzie.

Wyjątkowej urody jest pas wybrzeża w okolicach Susy (Sousse) i Monastyru (Monastir). Oba miasta mogą się pochwalić urokliwymi medinami, zabytkowymi ribatami (ufortyfikowanymi klasztorami muzułmańskimi), ciekawymi muzeami, eleganckimi dzielnicami willowymi czy gwarnymi promenadami charakteryzującymi się wielkomiejskim stylem i wakacyjnym luzem. Zarówno miejscowi, jak i turyści przesiadują do późnych godzin nocnych w kafejkach, zajadają tradycyjny kuskus, palą (w przypadku mężczyzn) fajki wodne, oglądają telewizję i komentują wydarzenia polityczne albo mecze piłki nożnej.

Perłę tunezyjskiej turystyki nad Morzem Śródziemnym stanowi malowniczy Port El Kantaoui (Marsa al-Kantawi) z dużą przystanią jachtową, podświetlanymi fontannami, hotelami przy rozległej plaży i dziesiątkami uroczych knajpek. To dobre miejsce dla osób lubiących aktywny wypoczynek. Są tu korty tenisowe, stadniny koni, wypożyczalnie sprzętu wodnego (w tym desek windsurfingowych), ośrodek nurkowy,pole golfowe z piękną panoramą morza – El Kantaoui Golf Course – uważane za jedno z najlepszych w Afryce Północnej. Warto wybrać się w rejs wycieczkowy katamaranem, żaglówką, łodzią ze szklanym dnem albo repliką statku z komedii przygodowej Piraci Romana Polańskiego. W tych malowniczych okolicach kręcono wiele filmów, choćby ostatnio sceny do Maryi, matki Jezusa z tunezyjskimi aktorami-amatorami w rolach głównych.  

 

W stolicy

Tunis to metropolia pełna majestatycznych, secesyjnych kamienic, zabytkowych budowli, eleganckich butików, kafejek i kwiaciarni przy wysadzanym palmami bulwarze. Największym jej skarbem jest jednak medina wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Dziś – podobnie jak w średniowieczu – tętni życiem, cieszy zmysły kolorami i zapachami. Można tutaj skosztować kawy z kardamonem, miętowej herbaty, migdałowych rogalików, zwanych rożkami gazeli, włóczyć się po sukach (bazarach) i przyglądać pracy rzemieślników. W gąszczu zaułków i wąskich uliczek wyrastają wiekowe mury meczetów, szkół koranicznych, grobowce, stare bramy, a także rezydencje, w których obecnie mieszczą się muzea i eleganckie restauracje (np. Dar El Jeld z zadaszonym dziedzińcem, balkonem i patiami).   

Na obrzeżach stolicy, w dawnym pałacu bejów, znajduje się Muzeum Narodowe Bardo z największą na świecie kolekcją mozaik rzymskich. Poza tym zgromadzono tu przedmioty pochodzące z tunezyjskich stanowisk archeologicznych: ceramikę, amulety, maski, figurki, posągi, wczesnochrześcijańskie nagrobki, chrzcielnice, krzyże i wiele innych. Są to naprawdę unikatowe kolekcje, w dodatku prezentowane w przepięknych wnętrzach. Warto choćby dla samego tego muzeum zawitać do Tunisu.

Jeżeli kogoś zmęczy gwar tuniskiej mediny i ogrom muzealnych skarbów w Bardo, niech wybierze się 20 km na północ od stolicy – do Sidi Bou Saïd, pocztówkowego miasteczka zawieszonego na urwistym zboczu. Znajdzie w nim wąskie brukowane uliczki, białe mury z niebieskimi muszarabami, żeliwne bramy, balkony z kutego żelaza, kamienne schodki, misterne patia i placyki, girlandy hibiskusów, klimatyczne knajpki z tarasami, na których wylegują się koty, a także lazurową zatokę i port jachtowy. Zauroczenie tym miejscem jest gwarantowane!  

Magią Sidi Bou Saïd, tutejszą atmosferą, mnogością barw i subtelną grą światła zachwycali się niegdyś Paul Klee, André Gide, niemiecki malarz August Macke (1887–1914), powieściopisarz i filozof francuski Jean-Paul Sartre (1905–1980) i jego towarzyszka życia Simone de Beauvoir (1908–1986). Przesiadywali oni w Café des Nattes, gdzie i dziś, popijając herbatę z orzeszkami pinii, można dumać nad losami awangardy artystycznej z początku XX w.

 

Dziedzictwo Dydony

Na przedmieściach Tunisu leży Kartagina, do której łatwo dostać się kolejką TGM. To ogromny teren (kilka stacji) z eleganckimi dzielnicami tonącymi w eukaliptusach i mimozach, pałacem prezydenckim, a przede wszystkim ruinami punickiego, a potem rzymskiego miasta. Kartagina powstała w IX w. p.n.e., w czasach, gdy Fenicjanie osiedlali się w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego. Według legendy osadę założyła Elissa (później zwana Dydoną, upamiętniona przez Wergiliusza w Eneidzie), która po ucieczce z Tyru zwróciła się o azyl do berberyjskiego władcy Jorbasa. Wyraził on zgodę na oddanie jej tyle ziemi, ile zdoła objąć skóra z bawoła. Sprytna kobieta pocięła skórę na cieniutkie paski, otoczyła nimi wzgórze i wraz z grupą osadników zbudowała Quart Hadasht (z połączenia tych słów powstała łacińska nazwa Carthago).

Dzięki zdolnościom organizacyjnym, handlowym, budowniczym i silnej flocie Kartagina stała się potęgą, co – oczywiście – nie było na rękę Rzymowi, który w III wojnie punickiej zrównał ją z ziemią (w 146 r. p.n.e.). Wiek później na jej zgliszczach powstała stolica rzymskiej prowincji Africa Proconsularis (w 697 r. zniszczona ostatecznie przez Arabów).   

Po imperium punickim zachowały się tylko szczątki ogromnego niegdyś portu, świątyń bogini Tanit i boga Baala Hammona (w tutejszych jamach odkryto cmentarzysko dzieci składanych mu w ofierze). Najwięcej pamiątek przetrwało po rzymskiej Kartaginie: ruiny amfiteatru, stajni, cystern, willi z kolumnami i rzeźbami oraz słynnych Term Antoniusza. Są tu również chrześcijańskie ślady: fragmenty bazyliki kartagińskiej, gdzie biskupem w III w. n.e. był św. Cyprian, oraz cela, w której więziono św. Perpetuę i św. Felicytę przed męczeńską śmiercią na arenie amfiteatru. To tutaj modlił się Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Tunezji w 1996 r. Nad wykopaliskami góruje XIX-wieczna Katedra św. Ludwika. Wzniósł ją kardynał Charles Martial Lavigerie (1825–1892), prymas Afryki, w miejscu domniemanej śmierci króla Francji Ludwika IX Świętego (1214–1270). Dziś pełni ona rolę placówki kulturalnej. Warto odwiedzić pobliskie muzeum, gdzie znajduje się bezcenna kolekcja ceramiki punickiej, rzymskich mozaik i pamiątek chrześcijańskich.

 

Antyczna spuścizna

Północny-zachód i centrum Tunezji to tereny idealne dla miłośników historii i architektury starożytnej. Są tu zarówno duże, popularne miejsca, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – Kartagina, Al-Dżamm (El Jem), Karkawan (Kerkouane), jak i nieco zapomniane, położone z dala od głównych szlaków turystycznych, ale równie ciekawe. Będąc np. w Kartaginie, warto odwiedzić usytuowaną niedaleko, starszą od niej aż o 300 lat, Utykę (Utica), dawną kolonię fenicką. W czasie III wojny punickiej stanęła ona po stronie Rzymu, co wynagrodzili jej później cesarze licznymi przywilejami. Zachowały się tu domy, termy, teatr i przechowywane w miejscowym muzeum starożytne przedmioty codziennego użytku.

Jednym z najsłynniejszych stanowisk archeologicznych jest Dougga (Thugga) – dawna stolica państwa libijsko-punickiego, a później ważny ośrodek w czasach rzymskich. Miejsce to nazywa się tunezyjskimi Pompejami. Z kolei w centrum kraju, pośród zielonych równin, wznosi się miasteczko Sbeïtla (Subajtila) z malowniczymi ruinami świątyń, łuku triumfalnego, twierdzy bizantyjskiej i kilku kościołów, spośród których najlepiej zachowała się Bazylika Witalisa z V w. z ogromną, obudowaną pięknymi mozaikami chrzcielnicą.

FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE

Stanowisko archeologiczne z ruinami w Sbeïtli (Subajtili)

Stanowisko archeologiczne z ruinami w Sbeïtli (Subajtili)

 

Wędrówkę rzymskimi śladami możemy zakończyć w Al-Dżamm (El Jem), gdzie znajduje się trzeci co do wielkości (148 m długości, 122 m szerokości) starożytny amfiteatr na świecie, po Koloseum w Rzymie i teatrze w Capui. To prawdziwy majstersztyk budowlany, symbol potęgi i ekspansji w Afryce Cesarstwa Rzymskiego. Na jego trybunach mogło zasiadać nawet 35 tys. widzów. Dziś to duma Tunezji, jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych kraju, ulubione miejsce filmowców poszukujących autentycznych plenerów z epoki rzymskiej (kręcono tutaj m.in. sceny do Żywota Briana, Gladiatora i Quo Vadis).Latem w amfiteatrze odbywająsię koncerty muzyki klasycznej.

Do wielu z wymienionych przeze mnie powyżej miejsc można dojechać komunikacją publiczną, wziąć udział w wycieczkach do nich organizowanych przez biura podróży albo dotrzeć na własną rękę wynajętym samochodem. Nawet ci, którzy zbyt rozleniwieni wylegiwaniem się na plaży nie chcą ruszać się daleko, zetkną się ze starożytnym światem niemal na rogatkach kurortów. Niedaleko Hammametu leży punickie miasto Karkawan (Kerkouane). Natomiast w Susie (Sousse)  możemy zwiedzić katakumby z wczesnochrześcijańskimi grobami.    

 

Saharyjska przygoda

Gdy u nas prószy śniegiem, łamiemy się opłatkiem i śpiewamy kolędy, południe Tunezji przygotowuje się do corocznego Międzynarodowego Festiwalu Sahary w Duz (Douz), podczas którego odbywają się wyścigi koni i wielbłądów, występują zespoły ludowe, a oczy cieszy nieprawdopodobna wręcz feeria kolorów na tle pustynnych krajobrazów (jego najbliższą, 46. już edycję zaplanowano od 26 do 29 grudnia 2013 r.). Do Duz można przyjechać autobusem z Monastyru i rozpocząć tu przygodę z pustynią, wynajmując jeepa albo… wielbłąda. Najbezpieczniej jest jednak wziąć udział w zorganizowanej wycieczce lub skorzystać z usług miejscowego przewodnika.

 FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE

Pokazy konne podczas Międzynarodowego Festiwalu Sahary w Duz

Pokazy konne podczas Międzynarodowego Festiwalu Sahary w Duz

 

Pobyt tutaj pozwala choć przez chwilę znaleźć się w krainie baśni i magii. Stanowi duże przeżycie dla osób tęskniących za obrazami niczym z filmu, co zresztą nie może dziwić, bo twórcy kinowi upodobali sobie okoliczne pejzaże (znajdziemy je w Gwiezdnych wojnach, W pustyni i w puszczy, Angielskim pacjencie czy Poszukiwaczach zaginionej Arki). Zachwycają tutejsze wschody i zachody słońca na tle bezkresnego piachu, spalone słońcem skały i falujące wydmy, malownicze wąwozy górskie, zielone oazy zawieszone na stokach kanionów, gaje daktylowe, róże pustyni (fantazyjne formy z kryształków gipsu), szoty (płytkie, słone jeziora), nad którymi można doświadczyć zjawiska fatamorgany, oraz berberyjskie wioski, wyglądające też niczym wytwory wyobraźni. Najbardziej niezwykłą z nich jest Matmata. Jej mieszkańcy żyją w wydrążonych w skałach domach. Podążając jeszcze bardziej na południe, wśród urwisk i wzgórz ujrzymy kilkukondygnacyjne, wyżłobione w piaskowcu ufortyfikowane spichlerze z wnękami i zewnętrznymi schodami (tzw. ghorfas). To szlak unikatowych ksarów, zwanych niegdyś pałacami pustyni.

FOT. BANQUE IMAGE TUNISIE

Lot balonem nad Saharą dostarcza niezapomnianych przeżyć

Lot balonem nad Saharą dostarcza niezapomnianych przeżyć

 

Największe miasto regionu stanowi Tauzar (Tozeur) z międzynarodowym lotniskiem (połączenia z Tunisu i kilku miast europejskich, m.in. Paryża, Lyonu, Nicei czy Madrytu), przepiękną mediną, polem golfowym (Golf Oasis) i ciekawym muzeum (częściowo pod gołym niebem) Dar Cheraїt. Wśród piaszczystych i kamienistych bezdroży południa Tunezji wyrastają ogromne gaje palmowe, po których można przejechać się dorożką lub rowerem. Inni korzystają tu z możliwości lotu motolotnią lub balonem albo zjazdu na specjalnie przygotowanej desce z wydm, czyli sandboardingu. Spotkamy tutaj również śmiałków pędzących na desce z żaglem po słonym jeziorze oraz turystów podziwiających okoliczne wąwozy podczas podróży zabytkowym pociągiem Lézard Rouge (Czerwona Jaszczurka) pokonującym starą trasę kolejową zbudowaną dla transportu fosforanów.

Pustynna baza noclegowa sprosta każdym gustom i różnym portfelom. Na południu Tunezji na gości czekają luksusowe hotele z basenami, fontannami i centrami spa, a także skromne hostele, na ogół prowadzone przez miejscowe rodziny, oraz romantyczne biwaki pod rozgwieżdżonym niebem, w otoczeniu wielbłądów i niewidzialnych dżinnów. Czegóż chcieć więcej…?